mam 1 miesiąc

Pierwszy miesiąc życia Anulki za nami. Nie ukrywam – łatwo nie jest. Anulka zachowuje się dokładnie tak, jak gdy przebywała w brzuchu. W dzień śpi, w nocy buszuje. A nawet jeśli nie buszuje to śpi bardzo niespokojnie. Stęka, burczy, kwili, chrapie i budzi się co godzinkę, półtorej. Do tego musi mieć naprawdę duże i zdrowe płuca bo potrafi niesamowicie głośno płakać.

Ania jest karmiona głównie piersią na żądanie, jednak zdarza się, że jest dokarmiana mlekiem z butli. Obojętnie czy to cyc czy butla pije nerwowo, szybko i łapczywie. Zawsze nałyka się sporo powietrza. Mieliśmy spore problemy z mocnym ulewaniem (fontanny szły nawet nosem – strach było spać). Na szczęście ten problem minął i teraz Ania ulewa rzadko i mało. Rośnie nam Anulek szybciutko. Wyrosła już z pierwszych ubranek. Jej nóżki i rączki nie są już takie chude, a policzki nabrały kształtów. Waży już 3,5 kg, czyli przez miesiąc przybrała niecałe 800 g.

Nasz Kruszynka ma ciemne oczka. Początkowo myślałam, że jest szansa, że będą takie jak moje. 🙂 Widziałam w nich więcej brązu niż granatu. Teraz sama już nie wiem. Ah, nie ważne 🙂 Jedno jest pewne. Ania już od pierwszych chwil życia bardzo świadomie na nas patrzy i śledzi wzrokiem. Całkiem nieźle radzi też sobie z podnoszeniem i obracaniem główki gdy leży na brzuszku.

Nie odkryję Ameryki gdy napiszę, że Ania lubi spać ze mną, na mnie i przy mnie. Najchętniej byłaby cały czas noszona i przytulana. Bardzo często się uśmiecha. Całą buzią, szeroko i długo. Najczęściej po cycu 🙂 Smoczka średnio lubi, choć i tak jest lepiej niż na początku i coraz częściej bywa on pomocny. Z kąpielami nie ma tragedii. Ania nie urządza nam takich histerii jakie fundowała nam na początku Maja.

Pojawienie się Anulki na świecie mocno odbiło się na moim zdrowiu. Od porodu co chwilę coś się działo. Nie mogłam dojść do siebie. Jak nie problemy z niegojącą się raną, to wysoka gorączka, potem przeziębienie, a na koniec zapalenie pęcherza. W zestawieniu z nieprzespanymi nocami i Mają, która potrzebuje dużo mojej uwagi (chyba nadrabia nasze zaległości w zabawach, wygłupach i przytulaniu) – bywam naprawdę wykończona.

Jednak mimo tego wszystkiego, czuję to samo gdy dwa lata temu trzymałam w ramionach maleńką Maję. Nie mogę się na Anulę napatrzeć. Ciągle mam w głowie myśl: „Ona jest taka cudowna! I do tego cała nasza! Stworzyliśmy nowego człowieka!” Wącham ją i zachwycam się jej minkami. Uwielbiam jej bezzębne nieświadome uśmiechy, których jest naprawdę sporo. Kocham te długie małe paluszki, które mocno trzymają mój palec. Cudownie jest ją trzymać, przytulać i po prostu mieć.

DSC_4663

17 Comments

  1. Kurcze Aga ona naprawdę tak mądrze i celowo (nie wiem jak to nazwać) spogląda. Jakby już miała z 2-3 miesiace! buziaki

    • No właśnie! już w dniu narodzin to z meżem zauważliśmy bo spoglądała raz na niego a raz na mnie. Tak właśnie swiadomie i celowo patrzyła na nas. A pamiętam doskonale, że Maja na początku bardziej patrzyła przez nas, niż na nas. Tak leniwie, sennie, jakby w dal, przez mgłę. A Anka rozgląda się na całego 🙂

  2. Ja też miałam podobne problemy ze swoim synkiem 🙂 także zdążyło mu się udać, wręcz chlusnąć.. W nocy również spał niespokojnie wydając z siebie różne dźwięki (bobotik nieco załagodzić sytuacje). Pierwsze tygodnie były ciężkie ale tak po 6 synek przyzwyczaił się do życia poza brzuszkiem a i my juz lepiej rozumieniem jego zachowania i potrzeby 🙂 także wszystko minie tak jak pisałaś w jednym z postów 😉 powodzenia i wytrwałości! Mama 4,5 rocznego Marcelka i 3 miesięcznego Julianka

    • Mam nadzieje ze z kazdym tyg będzie lepiej. Bo na razie jest loteria, zero rytmu i ogólnie chaos 🙂

  3. Z kolorem oczu jeszcze nic nie jest przesądzone😊 Kajtek gdy się urodził miał niebieskie oczy wręcz błękitne. A teraz zmieniają mu się i robią się ciemne.😊

    • No tak słyszałam 🙂 Maja miała od początku granatowe i tylko jej jaśniały na takie jak ma teraz. A u Ani w tym noworodkowym nieokreślonym odcieniu widziałam najpierw brąx (może chciałam zobaczyć?) a teraz to już sama nie wiem. Zależy od światła. ZObaczymy. Fajnie by było jakby ANia miała oczka po mnie. (Maja ma po tacie)

  4. Śliczna 🙂
    Ciężko Tobie po porodzie, a te dodatkowe dolegliwości nie pomagają przy tak nieprzespanych nocach – napewno będzie lepiej, ale to wiesz 🙂
    A jak Ty sobie radzisz ? Bo Ania ma już miesiąc, więc chyba mąż poszedł do pracy, prawda? Jak wygląda Wasz dzień? Czy mąż jednak został w domu z powodu Twoich dodatkowych dolegliwości?
    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki by było coraz lepiej i byś miała kiedy regenerować siły!

    • Anetko radzę sobię po japońsku – czyli JAKOTAKO. Mąż wrócił do pracy po 2 tygodniach, wiec teraz teoretycznie jestesmy same z Ania i Mają, ale tak naprawde moge liczyc na pomoc mamy i taty, którzy albo wpadaja do nas, albo zabieraja na troszke Maje do siebie. Dolegliwosci minęły (ODPUKAĆ) aktualnie jestem tylko zmęczona, ale w pełni zdrowa. 🙂 dziękuję Ci za komentarz i pozdrawiam

  5. Czytam Cię, czytam o Twoim nowym, małym człowieczku, córeczce i nawet we mnie coś drga. „Nawet we mnie”, bo lata uważałam, że nie chcę dzieci, bo nie wiem, czy będę umiała dla nich poświęcić się wystarczająco. A teraz. Teraz się zastanawiam.
    Wiem, i pisałam pod Twoimi notkami już nie raz, że dużo wkładasz w całe swoje życie, że miałaś dużo nerwów, smutków, stresów, bólu, ale wciąż wydaje mi się, że jesteś idealna. Idealna Pani Domu, idealna Mama, idealna Żona. Idealna Kobieta. Chciałabym mieć chociaż połowę Twojego powera, siły. Jesteś niesamowitą babeczką.

    • Martuś dziękuję Ci za te słowa. Były mi bardzo bardzo potrzebne, bo właśnie ostatnio idealnie nie jest (tzn nigdy nie było) ale ostatnio nie ogarniam zupełnie. Kocham Anulke nad zycie. Chcielismy ją. Byla planowana itd. Ale jest ciezko. MOze przez pogodą paskudną, i te moje choróbska, niewyspanie i zmeczenie tak narzekam, ale gdyby nie moi rodzice ktorzy pomagają przy Mai i maz na ktorego moge liczyc – oh.. szkoda słów. Łatwo nie jest. Ale wierze, że z każdym dniem będzie lepiej… Ale uwierz mi: nawet ja chciałabym mieć połowę tego co Ty myślisz że ja mam: power, siłę itd.
      A już na pewno nie bede nigdy idealna zona mama kobieta i panią domu. Bardzo bym chciala ale nie jeste w stanie. Jesli chcesz odezwij się na maila, nie bede sie tu rozpisywac..

  6. Ale śliczna panienka rośnie 🙂 U nas chłopaki „podzieliły się” kolorami oczu: Adaś ogólnie podobny do taty ale oczy ma moje, a Oluś podobny do mnie za to z oczami tatusia 😉 Jak sobie przypomnę pierwsze dni i miesiące po narodzinach Olusia to aż Tobie Aga teraz współczuję… Dla mnie ten czas był straszny, mimo że też Olusia planowaliśmy, chcieliśmy itp. Ale będzie lepiej zobaczysz, w końcu ogarniesz cały ten chaos, a i Anula będzie łaskawsza.
    P.S. Podchwyciłam Twój pomysł i też co miesiąc robię Olusiowi zdjęcia z misiem tylko ostatnia nasza sesja i wszystkie zdjęcia wyglądają tak, że Olek ucieka na czworakach przed misiem, leży na misiu, siedzi na misiu, całuje misia, gryzie misia, szarpie misia, ulewa na misia, i w ogóle wszędzie ma jakieś dziwne miny. Chyba nawet jednego porządnego zdjęcia się nie wybierze, no może te jak zwiewa są jakie takie. A dopiero zaczął się sprawnie przemieszczać, co będzie później – chyba zrezygnuję z pomocy misia 😉 Jak Ty to robisz ze Twoje dziewczyny tak ładnie wychodzą na tych zdjęciach? Pozdrawiam 🙂

    • EVitko, pamietam jak pisałysmy na FB krotko po porodzie Olka. U nas jest teraz tak samo. Mam nadzieje ze to minie. Szybko. Odnosnie zdjęć – robię z siebie debila bo Maja od kiedy jest mobilna to robi identycznie jak Olek. Ucieka, wygina sie wstaje odwraca głowę. Trzeba sie napocic i napajacowac albo wykazac sprytem zeby udało sie trzasnac choc 1 dobre zdjęcie. rozumiem wiec doskonale co masz na mysli 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *