Postawy, ale jakie?

Postawy sprzyjające rozwojowi

Właściwe postawy rodzicielskie to akcepta­cja, o której już pisaliśmy, omawiając współ­życie w rodzinie, a także współdziałanie z dzieckiem, polegające przede wszystkim na nawiązywaniu z nim kontaktu. Rodzice wzbu­dzają zainteresowanie dziecka sprawami do­mowymi i starają się angażować je w sprawy swoje i domu. Pomagają dziecku w zdobywa­niu wiadomości, znajdują czas na wspólne wykonywanie różnych prac, są zorientowani w jego planach bliższych i dalszych.

Inna z postaw sprzyjających rozwojowi — rozumna swoboda – oznacza opiekę nad dzieckiem charakteryzującą się, w miarę do­rastania dziecka, coraz szerszym zakresem jego działań z dala od rodziców, przy czym nie oznacza to, że rodzice nie wiedzą, co dziecko robi, gdzie przebywa i z kim. Mimo że pozwalają dziecku na większą swobodę, potrafią być nadal autorytetem dla niego. Dyskretnie kierują nim, dbając o jego zdro­wie i bezpieczeństwo.

Postawa rodziców wyrażająca się w uzna­waniu praw dziecka jest również postawą właściwą.

W poprzednich rozdziałach wspominaliśmy już o tym, że dla prawidłowego rozwoju dziec­ka niezbędny jest szacunek i uznawanie jego praw. Rodzice powinni w sposób rzeczowy i swobodny ustosunkowywać się do przejawów aktywności dziecka. Nie powstrzymywać jej przez stwierdzenie: „Do tego jesteś jeszcze za mały”, „Rób to, co do ciebie należy” itp. Powinni pozwalać na ponoszenie odpowie­dzialności za własne działanie, zachęcać do „dojrzałego” zachowania, okazując tym sa­mym szacunek dla indywidualności dziecka. Przy takim stosunku do dziecka nie ma miejs­ca na „niespodzianki” wzmagające napięcie, dziecko bowiem wie, czego oczekują od niego rodzice, a oczekiwania te nie przekraczają jego możliwości.

W strukturze stosunków między rodzicami a dziećmi zasadniczą rolę odgrywają postawy emocjonalne. Sposoby ich przejawiania sta­nowią przeważnie o charakterze całego sto­sunku. Dziecko przyjęte przez rodziców oto­czone jest w zasadzie opieką. Zaspokajane są jego potrzeby fizyczne i psychiczne. Jest aktywne, pewne siebie, potrafi nawiązywać pozytywne kontakty z rówieśnikami.

Jednak nie wszyscy rodzice przejawiają właściwe postawy wobec dziecka. Są tacy, któ­rzy odtrącają dziecko, nie lubią go, dają mu to wyraźnie odczuć. Często krytykują je, wy­mierzają surowe kary bez wnikania w przy­czyny jego zachowania, uważają, że „przykrę­cenie śruby” da zadowalające efekty peda­gogiczne. Widzą w dziecku same złe cechy, które „należy tępić ostro”, a w każdym jego zachowaniu dopatrują się złośliwości. Rodzi­ce przejawiający postawę odtrącającą nie dbają o dziecko, otaczają je zakazami i pod­dają surowej dyscyplinie.

Dziecko odtrącone przeżywa lęki, niepokój^ wyrasta w poczuciu zbędności, stąd jego sa­moocena jest przeważnie negatywna. Postawa odtrącająca sprzyja powstawaniu u dziecka takich cech, jak: agresywność, nieposłuszeń­stwo, kłótliwość, skłonność do kłamstwa, kra­dzieży i zachowania aspołecznego. Następ­stwem odtrącenia może być zastraszenie, bez- rodność, trudności w przystosowaniu się na skutek zahamowania, reakcje nerwicowe, a czasami otyłość. Dziecko odtrącone z reguły przejawia wrogość do rodziców.

Innym typem postawy niewłaściwej jest po­stawa unikająca. Z reguły cechuje ją ubogi stosunek uczuciowy lub wręcz obojętność uczuciowa rodziców. Nieraz warunki życia sprawiają, iż dziecko musi być oddane z do­mu do krewnych. Matka i ojciec przyzwycza­jają się do jego nieobecności i z czasem za­nika poczucie więzi rodzinnej. Bywa również i tak, że dziecko wysyła się z domu nawet wtedy, gdy obiektywnie nie ma takiej koniecz­ności. Przyczyną jest po prostu chęć ułatwie­nia sobie życia albo przedkładanie innych celów życiowych (kariera zawodowa, życie to­warzyskie itp.) ponad miłość do dziecka. Gdy niemożliwe są przy tym częstsze odwiedziny, i tak już słabe uczucia do reszty wygasają — pojawia się obojętność. W tym przypadku ro­dzice nie odrzucają dziecka, nie wymierzają mu kar, lecz mają z nim rzadkie kontakty i ubogi kontakt uczuciowy. Pozornie zaspoka­jają jego potrzeby poprzez obdarzanie go pre­zentami, nie są jednak zainteresowani dziec­kiem ani jego sprawami, nie rozmawiają z nim, często nawet nie wiedzą, o czym by można mówić. Nie znają trosk ani radości swojego dziecka. Dziecko żyje w rodzinie swoim życiem, obok rodziców, którzy ignorują dziecko i jego problemy, a gdy ono usiłuje nawiązać z nimi kontakt, pod byle jakim pre­tekstem zbywają je. Często wykazują obojęt­ność wobec niebezpieczeństw, jakie mogą dziecku zagrażać. Sytuacja taka, nie stwarza­jąc warunków dla wymiany uczuć, wywołuje u dziecka oschłość uczuciową, niezdolność do nawiązywania trwalszych stosunków, nieuf­ność do ludzi. Dziecko traktowane obojętnie może być niezdolne do wytrwałości w nauce, agresywne, może pragnąć zwracać na siebie uwagę, imponować kolegom, w związku z czym — gdy znajdzie się w gronie kolegów zdemoralizowanych — łatwo może ulec wy­kolejeniu.

Nadmierny dystans uczuciowy wobec dziec­ka, nie zaspokajający jego potrzeb życzliwoś­ci, uznania i kontaktu z rodzicami, powoduje chorobę sierocą. Dziecko ma rodziców, żyje razem z nimi w jednym domu, a mimo to czuje się osamotnione. Pozbawione uczuć i kontak­tu z rodzicami płacze, jest w stałym napięciu, cierpi na bezsenność, rzadko się uśmiecha. Odczuwa silną potrzebę obcowania z kimś bliskim, dlatego tak lgnie do nauczycielki w przedszkolu czy w szkole, przytula się do niej.

Dzieci gorąco pragną miłości rodzicielskiej, Domagają się choćby drobnej pieszczoty, wzięcia na kolana, serdecznej rozmowy itp. Odtrącane raz i drugi trzymają się z dala od rodziców, tracą odwagę i pewność siebie.

Przeciwieństwem obojętności i unikania dziecka przez rodziców jest postawa nadmier­nie chroniąca. Stosunek do dziecka jest wte­dy bezkrytyczny. Rodzice przejawiają wobec niego tzw. ślepą miłość. Uważają, iż ich dziec­ko jest wzorem doskonałości. Długo traktują je jak małego dzidziusia, przesadnie się nim opiekują, nie doceniają praktycznych możli­wości dziecka.

Znane są rodziny, w których wszystko za dziecko i wokół dziecka robią rodzice i dziad­kowie. Mamusia ubiera syneczka lub córecz­kę, niesie teczkę do szkoły, nie pozwala bie­gać, bo się dziecko zmęczy i zaziębi, usiłuje uprzedzać wszystkie jego zachcianki. 5ednym słowem, matka usuwa z drogi wszystko, co mogłoby się okazać choćby niewielką trud­nością do pokonania. Dziecko jest zwalnia­ne od obowiązków domowych, rodzice inten­sywnie je odżywiają, kupują mu drogie za­bawki, często kosztem własnych wyrzeczeń.

Izolują je od rówieśników, jako dzieci złych, które nie są godne, żeby się z nimi przyjaźnić, ukazują czyhające zewsząd niebezpieczeń­stwa, przed którymi rzekomo tylko oni są w stanie dziecko uchronić. Bronią je przed wszelkimi zarzutami, nie oceniając obiektyw­nie sytuacji i tak np. za złą ocenę obwiniają nauczyciela, za konflikt z kolegami odpowie­dzialni są oczywiście koledzy, bo ich dziecko „zawsze jest grzeczne” i „na pewno dobrze w klasie odpowiadało”. Zapatrzeni bezgra­nicznie i bezkrytycznie w dziecko rodzice nie mogą obiektywnie oceniać i analizować jego postępowania i charakteru.

Taka postawa rodziców zniekształca osobo­wość dziecka, przyzwyczaja je do niesamodzielności, wyrabia egoizm. Może powodować u dziecka opóźnienie dojrzałości emocjonal­nej – infantylizm, opóźnienie dojrzałości spo­łecznej, uzależnienie od matki, bierność, brak inicjatywy, niezdecydowanie lub zbytnią pew­ność siebie, oschłość uczuciową, wybuchowość.

Płacz i gniew są środkami terroryzowania otoczenia. W nadmiernej trosce o dziecko ro­dzice nie chcą dopuścić do tego, aby się ono „denerwowało” i natychmiast starają się uspokoić jego wzburzenie, spełniając każde pragnienie czy zachciankę swego pieszczo­cha. Rezultat takiego postępowania jest jed­nak wręcz odwrotny. Dziecko wykazuje zabu­rzenia w zachowaniu, staje się coraz bardziej pobudliwe. Zwłoka w wypełnianiu jego „roz­kazów” powoduje coraz silniejsze wybuchy gniewu, które u młodszych dzieci przybierają’ formę krzyku, płaczu, rzucania się na podło­gę, kopania nogami, niszczenia na sobie odzieży itp. Rozpieszczone dziecko, gdy doras­ta, nie może nauczyć się rozumnego ograni­czania swoich pragnień w zależności od wa­runków życia. Nauka w szkole stanowi dla niego okres bardzo trudny, głównie ze wzglę­du na nieumiejętność podporządkowania się regulaminowi szkolnemu.

Innym typem jest postawa nadmiernie wy­magająca. Rodzice wytwarzają sobie wzór dziecka, jakie pragnęliby mieć, i do tego wzo­ru naginają wszystko, bez liczenia się z mo­żliwościami umysłowymi i fizycznymi własnego dziecka w okresie rozwojowym, w jakim się ono aktualnie znajduje. Rodzice regulują wszelkie czynności dziecka za pomocą z góry ustalonych nakazów i zakazów, wzmacnianych groźbą stopniowania kar za nieposłuszeństwo, rzadziej obietnicą nagród. Silniejszy nacisk kładzie się na kary niż na nagrody. Dziecko musi bezwzględnie podporządkować się woli rodziców, stawianych mu wymagań nie tłuma­czy się mu, nie wyjaśnia się ich celu i war­tości w życiu, nie dopuszcza do odstępstw od ustalonej taktyki, mającej na celu przyspiesze­nie rozwoju, przesadne nastawienie na osiąg­nięcia. Dziecko poza zajęciami w szkole ma narzuconych wiele innych zajęć, nie zawsze zgodnych z zainteresowaniami i możliwościa­mi intelektualnymi, np. uczęszcza na lekcje muzyki, tańca, języków obcych, pływania itp. Rodzice nie uznają jakichkolwiek niedociąg­nięć zarówno w nauce szkolnej, jak i w nało­żonych na dziecko zajęciach pozaszkolnych. Od dziecka wymaga się ślepego posłuszeń­stwa i spełniania wymagań rodziców. Wpaja się dziecku, że wszelki opór jest daremny i nie prowadzi do niczego dobrego. Wytwarza się więc w dziecku — w oparciu o lęk przed karą — nawyk bezwzględnego wykonywania poleceń. Takiej postawie rodziców towarzyszy chłodna atmosfera uczuciowa. Chociaż ko­chają oni swe dzieci, dbają o zaspokojenie ich potrzeb, starają się jednak swojej miłości nie okazywać, nie chcą „roztkliwiać się”, gdyż uważają, że wychowanie musi być surowe, twarde i przyzwyczajać do pokonywania trud­ności życia. Nie uznaje się praw dziecka w rodzinie – jest ono podporządkowane pla­nom rodziców.

Postawa nadmiernie wymagająca wytwarza u dziecka brak wiary we własne siły, niepew­ność, lękliwość, pobudliwość, brak koncen­tracji uwagi, obojętność na niepowodzenia innych, brak poczucia obowiązku, gdyż posłu­szeństwo ich jest tylko dostosowaniem się do zewnętrznych okoliczności, a nie wewnętrz­nym nakazem.

Po dokonaniu ogólnego przeglądu postaw rodzicielskich warto zapoznać się z ich szcze­gółowymi przyczynami oraz możliwościami tych zmian, opisanymi na podstawie przeprowa­dzonych badań.

W odniesieniu do spraw, którymi zajmujemy się w tej książce, warto zastanowić się, jaką my sami przejawiamy postawę wobec naszych dzieci. Jeżeli stwierdzimy, że jest to postawa niewłaściwa, starajmy się zmienić swój stosu­nek do dziecka, a przekonamy się, że i ono jest lepsze. Starajmy się odbudować więź uczuciową w rodzinie. Niejednokrotnie nie uświadamiamy sobie dość jasno tego, że nie kochamy swoich dzieci, nie zastanawiamy się nad tym, co wynika w ogóle z niechęci do analizowania naszego stosunku do otoczenia.

Postawy unikające, obojętne, a tym bar­dziej wrogie rodzice winni zdecydowanie wy­eliminować z życia rodzinnego. Wyrządzają one tak silne i trwałe szkody w rozwoju moralno-społecznym dziecka, że metody wycho­wawcze, stosowane przez instytucje przycho­dzące rodzicom z pomocą, jak np. szkołę czy poradnię wychowawczo-zawodową, nie są już w stanie wypaczeń tych całkowicie usunąć.

Tylko rozsądna, mądra, konsekwentna, wy­magająca, ale równocześnie wyrozumiała mi­łość rodziców do dziecka jest podstawowym warunkiem jego prawidłowego rozwoju.


Co rozumiemy przez postawę?

Sposób zachowania dziecka i kształtowanie się jego osobowości uzależnione są w dużej mierze od zaspokojenia względnie niezaspokojenia potrzeb. Zaspokojenie potrzeb – nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim psy­chicznych – zależy od jakości uczuciowego stosunku do dziecka, czyli od postaw rodzi­cielskich. Nasuwa się więc pytanie, co na­zywamy postawą rodzicielską.

W literaturze poświęconej temu zagadnie­niu postawę określa się jako „nabytą struk­turę poznawczo-dążeniowo-afektywną, ukie­runkowującą zachowanie się rodziców wo­bec dziecka”.

Każda postawa zawiera trzy składniki: my­ślowy, który może być wyrażony słownie w for­mie poglądu na dziecko, np. „to jest bardzo grzeczna dziewczynka” lub „on jest nieznoś­ny i złośliwy”; działania – przejawiający się w czynnym zachowaniu matki i ojca — karce­niu przytulaniu dziecka; uczuciowy, który znaj­duje wyraz w wypowiedziach o dziecku, jak i w zachowaniu przez swoisty rodzaj ekspresji, która mu towarzyszy. Postawa nie jest więc tylko mniemaniem o dziecku, że jest takie czy inne. Zawiera ładunek uczuciowy, który wyznacza sposób zachowania rodziców wo­bec dziecka. I właśnie ten sposób zachowa­nia oraz to, co mówią rodzice o dziecku i jak o nim mówią, pozwala poznać ich postawę rodzicielską.

Wśród postaw rodzicielskich wyróżnia się właściwe, sprzyjające rozwojowi i kształtowa­niu się osobowości dziecka, oraz niewłaściwe, przyczyniające się do powstawania zaburzeń w zachowaniu dziecka.