Ciąża

Macierzyństwo i ojcostwo jest najwyższym sposobem samorealiza­cji. W potomstwie bowiem realizuje się prawdziwa nieśmiertelność człowieka. We wszystkich kulturach potomstwo było otaczane co najmniej życzliwością, a nierzadko wręcz kultem.

Dla większości rodziców fakt stwierdzenia ciąży jest radosny. Świadomi i kulturalni rodzice w potomstwie widzą źródło wielkiej satysfakcji, choć wiąże się to ze świadomością nowych poważnych zadań, trudów, obowiązków, które spadają na nich. Dziecko w ro­dzinie to radykalna zmiana stylu życia, wymagająca wielu wyrze­czeń, odłożenia niektórych zamiarów i marzeń. Od początku ciąży zwłaszcza kobietę, przyszłą matkę, czekają trudne chwile, ale przecież ma je wieńczyć wielka nagroda. W fakcie ojcostwa po­twierdza się także mężczyzna. Młody mężczyzna dwa razy w życiu jest dumny z siebie, dwa razy się sprawdza w sposób oczywisty. Po raz pierwszy „pasowanie” na prawdziwego mężczyznę przecho­dzi w chwili inicjacji i pierwszego stosunku płciowego, drugi raz w roli ojca, gdy kobieta wtajemnicza go w nową sytuację — „bę­dziemy mieć dziecko”.

Zdarza się jednak, że wiadomość o ciąży jest dla obojga mło­dych wieścią iście hiobową — zwykle dla tych, którzy podejmowa­li życie seksualne tylko dla rozkoszy, satysfakcji, rozrywki (takie motywy także istnieją i nie jest moim zamiarem je potępiać) bez stosowania skutecznej antykoncepcji. Zawiodła ich wyobraźnia, nie wykazali rozwagi; przyznajmy — są to ludzie raczej o wątpliwej kulturze seksualnej, która polega między innymi na planowaniu rodziny. Planowanie to jednak nie tylko antykoncepcja, ale rów­nież planowanie dziecka.

Decyzja o posiadaniu potomstwa jest najpoważniejszą decyzją w życiu człowieka. Powinna ona nastąpić po szczegółowym rozwa­żeniu wszystkich okoliczności. Dziecku, które przyjdzie na świat, trzeba zapewnić warunki wszechstronnego rozwoju. Jest to nie tylko problem warunków bytowych. Oczywiście, mieszkanie jest ważne, także zarobki, ale ważniejszy czas na wychowywanie dzie­cka, atmosfera, jaka będzie je otaczać od chwili urodzin. Istotny jest wreszcie poziom wiedzy i kwalifikacji rodziców.

Tak już jest, że kiedy człowiek zapragnie założyć hodowlę ry­bek w akwarium, musi kupić sobie książeczkę o rybkach, poczytać, przygotować wyposażenie. Ludzie, którzy hodują psy rasowe, uczą się, jak należy je pielęgnować. Natomiast młodym rodzicom często wydaje się, że każdy człowiek, każda kobieta potrafi wychować dziecko… Toteż zbyt często przyszła matka nie przygotowuje się do nowej roli. Sądzi, że „jakoś to będzie”.

Opowiem autentyczne zdarzenie, które utkwiło mi w pamięci. Będąc w Kopenhadze, poznałem przygodnie polskiego emigranta, dość młodego człowieka, ożenionego z Dunką, który zaprosił mnie, abym obejrzał jego mieszkanie. Zaciekawił mnie standard życia przeciętnej duńskiej rodziny. Poznałem żonę swego znajomego i zo­stałem — nie bez dumy gospodarzy — oprowadzony po ich typo­wym podmiejskim mieszkaniu. Małżeństwo było młode i „na do­robku”, dlatego każdy drobiazg stanowił przedmiot ich wielkiego zadowolenia.

Obejrzałem kuchnię-laboratorium, łazienkę, wc, pokoje, wresz­cie z tajemniczą miną podprowadzili mnie do drzwi mówiąc: to najważniejszy pokój, naszego dziecka.

Wszedłem. Pokój czyściutki, posprzątany aż do przesady. Czu­łem się w nim trochę jak w muzeum. Na środku stała kołyska zasłana becikiem. W szafie stosy bielizny dziecięcej, pięknie wyhaf­towanej, w kąciku wanienka, plastykowy dzbanek na wodę, mydelniczka, ręczniki, ściereczki i jakieś pojemniczki. W innym ką­ciku stół, nocniczek plastykowy o wymyślnym, ale chyba celowym i wygodnym kształcie. Na ścianie wisiał termometr, a także wska­źnik wilgotności powietrza.

Tylko… dziecka nie było. Pokój robił wrażenie wystawy skle­powej, ekspozycji muzealnej, a może gabinetu wzorcowego w „szkole matek”.

Zapytałem, w jakim wieku jest ich dziecko i gdzie w tej chwi­li przebywa? I dowiedziałem się, że po prostu jeszcze go nie ma, a urodzi się za szesnaście miesięcy. Nie ukrywałem zdziwienia. Wtedy wyliczyli mi skrupulatnie: teraz oboje pracują, zarabiają tyle a tyle, spłacają raty za mieszkanie, za meble itp. Za tyle to a tyle miesięcy będą mieli znacznie mniej wydatków. W tym cza­sie on ukończy płatny kurs zawodowy, który podniesie jego kwali­fikacje i zarobki. Zaznaczyli, że z samochodem poczekają, aż dzie­cko będzie miało dwa lata, teraz samochód nie jest ważny, w każ­dym razie nie najważniejszy. Wyliczyli, kiedy poprawią się im wydatnie warunki, wtedy ona przestanie pracować i — snuli dalej swe plany — wyjadą na urlop do Hiszpanii, w czasie którego ona zajdzie w ciążę. Przed wyjazdem pójdą oboje do lekarza. Okres ciąży ona przeznaczy na opanowanie wiedzy o pielęgnacji niemo­wląt. Będzie czytać oraz chodzić na kursy. Na poród pojedzie do Polski (tak!), ponieważ tam są dobre szpitale położnicze (tak mó­wili, słowo daję!). Także, co ważne, jest teściowa, doświadczona kobieta, która w pierwszym „okresie pomoże. Z teściową zaprzyja­źniona jest pielęgniarka dziecięca, która praktycznie nauczy ich, jak obchodzić się z takim maleństwem.

Byłem wstrząśnięty. Mówili oboje „na wyścigi”. Wyraźnie byli dumni z siebie, ze swych koncepcji, rozwagi, realności precyzyjne­go planu. Widać było, że wszystkie szczegóły mają przemyślane, przedyskutowane do końca. Dziecko, którego nie ma, żyje w ich świadomości i jemu, jego przyszłości wszystko jest podporządko­wane, każdy szczegół ich planów życiowych.

Zapewne podobne rodziny można spotkać i u nas. Ja nie spot­kałem. U nas nie ma zwyczaju, by tak drobiazgowo planować ro­dzinę.

Plany Duńczyków wydały mi się trochę przesadne, „hodowla­ne”. Już sam fakt, że na wiele miesięcy wcześniej ustalili prawie datę poczęcia, trochę mnie zaszokował. Niemniej, czy tak nie po­winno być?

Wiele rodzin staje przed faktem dokonanym. Kobieta zaszła w ciążę i trzeba za wszelką cenę dopasować do tego faktu rzeczy­wistość. Może gdyby panowała u nas matematyczna rozwaga, pla­nowanie rodziny wręcz ekonomiczne, wiele dzieci nie urodziłoby się, bo w poczuciu odpowiedzialności niektórzy sądziliby zawsze, że jeszcze nie czas, że jeszcze za wcześnie? Może. Niemniej trzeba planować, a zwłaszcza przyjąć zasadę nadrzędności macierzyństwa jako zadania życiowego. I temu nadrzędnemu celowi powinno się podporządkować plany ekonomiczne, ambicje zawodowe kobiety i mężczyzny (tak!), perspektywy podróży, kupna samochodu itp.

Przykład duński tkwi w mojej pamięci i często go wspominam.