Inni — dziwni, czyli o dewiacjach seksualnych

Każdy z nas zna takie uczucie: przeżył coś przyjemnego, coś, co go zafascynowało. Pozostało wspomnienie. Wspomnienie miejsca, okoliczności związanych z przyjemnym przeżyciem. Do wspomnień tych chętnie wracamy. Wracamy także do miejsc, gdzie się to wy­darzyło, do okoliczności, do szczegółów otoczenia. I ten powrót wyzwala w nas miłe wspomnienie. Wracamy do miejsc dzieciństwa czy jakichś triumfów, sukcesów, miejsc, gdzie przeżyliśmy szczęście — by przeżyć to raz jeszcze. Nie przeżywamy, bowiem nigdy nie ma doznań identycznych. Ale jest chęć przeżycia, poszukiwanie zda­rzeń, które nam wtedy towarzyszyły.

W okresie dojrzewania chłopcy doznają często bardzo silnego podniecenia seksualnego. Wzwody występują pod wpływem byle jakiej przyczyny, a często nawet bez uchwytnego powodu. Ta po­budliwość jest wynikiem narastania napięcia seksualnego. Nigdy już potem mężczyzna dojrzały nie będzie tak pobudliwy seksual­nie. Pobudliwość młodych chłopców ma charakter jakby „podkoro- wy” — czynniki psychiczne właściwie niewiele tu zmieniają, nie są w stanie hamować pobudzenia. Wzwody zdarzają się bardzo często.

Niekiedy w czasie tych wzwodów dochodzi do świadomego pod­niecenia seksualnego i chęci jego rozładowania. Najczęściej nastę­puje to na skutek masturbacji, czyli inaczej mówiąc onanizmu. Do takiego rozładowania dochodzić może pod byle pretekstem, w bar­dzo różnych okolicznościach, często przypadkowych. Ponieważ ha­mowanie korowe jest słabe, do przeżycia orgazmu może dojść w przedziwnych warunkach, niekiedy nieestetycznych czy wprost społecznie nie akceptowanych.

Może przykłady: chłopiec wszedł na strych i wyjrzał przez okno. Zobaczył naprzeciwko oświetlony pokój w mieszkaniu poni­żej i kogoś, kto akurat, nie zasłoniwszy okna, przebierał się. Może była to młoda, ładna kobieta. Chłopak doznał podniecenia seksu­alnego — wzwodu penisa i samoistnie czy też na skutek celowego działania przeżył orgazm. Potem miło wspominał to zdarzenie. Po­szedł więc znów na strych i znów patrzył przez okno. Tym razem nie jest to już przypadek. Jeżeli trafi ponownie na identyczną scenę, przeżywa już świadomie i celowo rozładowanie napięcia. Widok rozbierającej się kobiety wywołuje u niego podniecenie i orgazm. Czy tylko widok? Może także atmosfera czegoś nielegal­nego, świadomość, że kobieta niczego nie podejrzewa, że jest bez­bronna wobec niego? Może także i otoczenie dość niesamowite — strych, graciarnia, jakiś zapach itp.

Jeżeli chłopak będzie przedsiębiorczy i uparty, to może zorga­nizować sobie w ogóle takie jakieś dziwne życie seksualne. Będzie o określonych godzinach czuwał na strychu, może kupi sobie lor­netkę, może przystawi krzesło, by wygodnie oczekiwać spektak­lu…? Jeżeli tak będzie żyć przez dłuższy czas, może stać się to jego nawykiem, może już nie dążyć do rozpoczęcia normalnego współ­życia seksualnego, a z czasem może stać się w ogóle niezdolnym do żadnej innej formy przeżywania seksu.

Opisany przypadek to dewiacja seksualna — podglądactwo, zwa­na inaczej voyeuryzmem (czytaj wuajoryzmem). Oczywiście staje się to patologią dopiero, gdy człowiek preferuje taki sposób zaspo­kajania popędu, kiedy rezygnuje z innych, bardziej typowych spo­sobów zachowania seksualnego. Ale przecież zaczęło się to od przypadkowego, niewinnego incydentu, który w wielu innych przy­padkach nie spowodowałby utrwalenia uwarunkowania.

Może inny przykład. Dziewczyna w czasie stosunku, który dał jej pierwszy orgazm, słyszała muzykę, jakąś określoną melodię. Nie zwróciła na to nawet uwagi, ale kiedy usłyszała tę melodię ponownie, przypomniała sobie swe przeżycie, zrobiło jej się bardzo miło. Teraz dążyła, by zawsze w czasie jej współżycia rozbrzmie­wała ta melodia. Potęgowało to jej nastrój, było źródłem większego podniecenia niż w przeciętnych okolicznościach. Z czasem zaczęła uzależniać się coraz bardziej, bez tej melodii nie doznawała pełnej satysfakcji, a potem już z czasem sama melodia, bez partnera, bez stosunku płciowego wywoływała u niej podniecenie, a nawet orgazm.

Mamy tu do czynienia ze sprzężeniem obojętnego zjawiska, jakim początkowo była melodia, z doznawaniem seksualnej saty­sfakcji. Nie musi być to melodia, może być jakiś zapach, jakiś przedmiot, np. widok bielizny, przedmiotów. Mówimy, że taki przedmiot, zapach czy wreszcie melodia staje się fetyszem. A zja­wisko nazywamy fetyszyzmem. Fetyszem może być zresztą także i część ciała, której widok działa szczególnie podniecająco.

Podane przykłady wyjaśniają mechanizm powstawania pew­nych sprzężeń, które mogą stać się przyczyną jakichś dziwactw, upodobań, ale także i dewiacji seksualnych. Mechanizm ten jest zasadniczo zawsze taki sam, obojętna okoliczność ulega silnemu skojarzeniu z przeżytym orgazmem i staje się nieodzownym elemen­tem przeżywania w przyszłości.

Ludzie mają najróżniejsze upodobania i ta różnorodność jest elementem wzbogacającym. Bo bywa, że ktoś lubi blondynki, ktoś inny brunetów. Jedni szczupłych, inni tęgich. Jedne dziewczęta lu­bią chłopców młodych, inne tylko dojrzałych mężczyzn. Jedni lu­bią „kochać się” w plenerze, inni w mrocznym lub oświetlonym pokoju. I tak dalej, i tak dalej.

Z różnorodnością upodobań nie walczymy, czasem możemy się trochę uśmiechnąć, jeżeli ktoś ma akurat ochotę, jak nam się zdaje, na dziwne upodobania. Byłem kiedyś na filmie, na którym poka­zywano, jak jakieś plemię dosłownie tuczyło młode tubylcze dziew­częta, szykując je na żony kacyka. I pokazano kacyka — na sali rozległ się śmiech: był to malutki, drobniutki i wychudzony sta­rzec… Gustował on w potężnych i tłustych dziewczynach. A że był kacykiem…

Rzecz staje się groźna, gdy uwarunkowania, nawyk stają się zbyt silne. Kiedy człowiek nie może już, nie tylko nie chce, inaczej zaspokajać swego popędu. Jeżeli jest to tylko dziwactwo — to nie nieszczęście. Ale jeżeli jest to upodobanie społecznie nie akcepto­wane? Czy jest to obojętne?

We wczesnej młodości chłopak wyhodował sobie jakieś dziwne upodobanie. I początkowo nie przywiązywał do tego wagi, nie zda­wał sobie sprawy w ogóle ze znaczenia swych przeżyć. Upływał czas, stał się dorosłym i może nawet chciałby być jak inni, tylko, że już jest to bardzo trudne, czasami wprost niemożliwe.

Czasem pacjent, który ma kłopoty z powodu swej dewiacji, zgłasza się na leczenie. Tłumaczymy mu, na czym rzecz polega, razem z nim analizujemy jego biografię, szukamy przyczyn, które zdecy­dowałyby o takim, a nie innym nawyku. I nawet niekiedy udaje się nam ustalić dość dokładnie moment narodzin dewiacji. Czasem, przy dużym wysiłku, można się zmienić, nauczyć innych form życia seksualnego. Ale jeżeli nie? Może pozostać kłopot, a nawet nie­szczęście na całe życie.

O znaczeniu dewiacji seksualnych pisać będę w następnym roz­dziale. Omówię ich znaczenie, klasyfikację. W tym rozdziale chcia­łem tylko pokazać, jak pozornie przypadkowa sytuacja może za­ciążyć na całym życiu. I przestrzec przed hodowaniem dziwnych nawyków i upodobań. Bo może z czasem wzbogacają one ludzką erotykę przez stwarzanie mozaiki zachowań, często jednak leżą także u podłoża ludzkiego nieszczęścia i cierpienia.