Ludzie nie pingwiny

Wybaczcie ten trochę żartobliwy tytuł: nie wiem na pewno, czy wszystkie pingwiny są jednakowe, ale pozornie, dla minie osobiście, sprawiają wrażenie bardzo miłych ptaków, z tym, że prawie iden­tycznych.

A ludzie — nie. Wiem, że nie są jednakowi i że bardzo się mię­dzy sobą różnią. I te różnice stanowią o bogactwie, o barwności i mnogości kolorów. Życie jest przez to ciekawsze.

Tylko że o tych „innościach” często się zapomina, a niektórzy w ogóle o nich nie wiedzą. A ludzie w zakresie seksu wykazują szczególnie wiele różnic.

Tak więc: inne są kobiety i inni mężczyźni, inni chłopcy, a inne dziewczęta.

W obrębie jednej płci ludzie także są różni. Pisałem, że dojrze­wają w różnym czasie. Więcej — ludzkie upodobania, a także moż­liwości, bywają przecież bardzo różne.

Od czasu do czasu ktoś pyta: jaka jest „norma” — jak często człowiek może, czy powinien, współżyć seksualnie? Jak często onanizując się chłopak sobie nie szkodzi, a kiedy już przekracza „normę”? Ile czasu powinien trwać stosunek płciowy?

Otóż norm nie ma. Więcej, z wiekiem zmieniają się ludzkie upo­dobania, potrzeby i możliwości.

Słynny, cytowany przeze mnie wielokrotnie autor amerykański, Kinsey, ustalił, że możliwości mężczyzn w zakresie współżycia płciowego są bardzo różne. Zapytał on swych respondentów, jak często odbywaliby stosunek płciowy, gdyby mieli po temu nieogra­niczone możliwości. I odpowiedzi były bardzo zróżnicowane: byli tacy, którzy podali, że odbywaliby po kilka lub nawet kilkanaście stosunków na dobę, ale byli i tacy, którzy mówili, że wystarczy jeden raz na wiele miesięcy. I wszyscy oni byli normalni — tylko że ich popęd płciowy był bardzo różny.

Zgłaszają się niekiedy kobiety i proszą lekarza, by dał jakieś lekarstwo dla męża, które zmniejszyłoby jego aktywność seksualną. Kobiety te skarżą się, że im tego nie trzeba, męczy je to i chciały­by to ograniczyć. I przychodzą inne, które pytają, co należałoby mężowi dać do jedzenia, by wzmógł się jego popęd, by częściej od­bywał stosunki, bo czują potrzebę częstszych kontaktów seksual­nych.

Mamy tu przykład niedostosowania seksualnego w małżeństwie. Ludzie zawierając związek powinni wiedzieć, kim są i — co ważne — kim jest pod względem seksu przyszły współmałżonek. To prawda, że ludzie się zmieniają, ale jeżeli kobieta dużej pobudli­wości seksualnej trafi na mężczyznę o małych możliwościach czy wręcz minimalnych, to nic dobrego z tego wyniknąć nie może. Bywa tak, że kobieta w czasie trwania współżycia nabiera jakby rozpędu, staje się bardziej aktywna, nabiera chęci do współżycia i wzrastają jej potrzeby. I to oczywiście może zdarzyć się w mał­żeństwie, i jest zresztą często wynikiem działania męża, który ją rozbudził seksualnie. Bywa jednak i tak, że nieprzystosowanie staje się przyczyną rozwodu, rozpadu związku.

Awangardowi i bezkompromisowi seksuolodzy na podstawie wy­ników badań Kinseya doszli do wniosku, że ludzie nie powinni do­bierać się „w ciemno”, że powinni przed zawarciem małżeństwa dobrze się poznać, wypróbować swe możliwości tak, by uniknąć nieporozumień. Tylko że takie rozumowanie nie uwzględnia właś­nie tych zmian, jakie mogą nastąpić już w czasie trwania związku.

Zwolennicy tradycyjnych norm współżycia odrzucają możliwość takich ..związków na próbę”, uznając je za niemoralne. Podkreślają że człowiek tak „wypróbowywać” może przez całe życie. Autorzy ci sądzą, że małżeństwo to sztuka podporządkowania swego „ja”, swych potrzeb i chęci potrzebom i oczekiwaniom współmałżonka. Że harmonia w małżeństwie — która jest oczywiście podstawą do­brego współżycia — jest raczej wynikiem przystosowania, „naucze­nia się wzajemnie siebie”, a nie doboru biologicznego. Ostatecznie reasumując — szansa idealnego doboru zawsze jest wątpliwa, a w małżeństwie zawsze trzeba przystosowywać się. O tym nie wolno zapominać.

Ta „różność” ludzi dotyczy nie tylko małżeństwa i doboru, choć ma tu szczególne znaczenie. Chodzi także o to, żeby starać się zrozumieć innych, ich potrzeby i upodobania, by nikogo nie po­tępiać, nikim nie pogardzać. Straszni i jakże ograniczeni są ludzie, którzy mówią: „Nie mogę tego Iksa zrozumieć. Ja też byłem młody, a umiałem się pohamować. A on co?…”

No tak. Tylko że może ten dorosły nie miał wiele do hamo­wania, bo jego popęd był słaby, słabiutki, a z kolei on miałby kło­pot, gdyby od niego oczekiwano większej aktywności? Może ten Iks to po prostu człowiek z dużym popędem i wielkimi potrzebami seksualnymi?

Myślę, że o tych różnych okolicznościach trzeba wiedzieć i pa­miętać. Ich niezrozumienie może być przecież źródłem ludzkich kłopotów, a może i dramatów.