O dziewictwie współcześnie

Jak wiadomo z anatomii, pochwa jest kanałem mięśniowym pokry­tym od strony światła błoną śluzową. Łączy ona tak zwaną okoli­cę sromową z macicą. Wejście do pochwy jest zasłonięte fałdą bło­ny śluzowej zwaną błoną dziewiczą. Błona ta stanowi jakby prze­grodę zwężającą wejście do pochwy. Błona może mieć bardzo róż­ny kształt — może stanowić tylko małą fałdę półksiężycowato ster­czącą do światła, może być bardzo rozległa, tak że jedynie drobne otworki są drogą łączącą światło pochwy z zewnątrz. Może być cienka i łatwo ulec rozdarciu, a może być skórzasta, niepodatna. W takim przypadku staje się istotną przeszkodą w rozpoczęciu ży­cia płciowego) i może nawet wymagać bezbolesnej interwencji chi­rurga.

Tyle anatomia.

Seksuolodzy na temat błony dziewiczej także mają coś do po­wiedzenia. Faktem jest, że zazwyczaj pierwszy stosunek płciowy wiąże się z jej uszkodzeniem. Najczęściej jest to jej przerwanie, niekiedy w kilku miejscach. Takiemu przerwaniu towarzyszy nie­znaczny ból i krwawienie. Oczywiście w zależności od tego — czy błona była grubsza, duża — krwawienie może być obfitsze lub nie, a może również wcale nie występować. Ból także jest zależny od budowy anatomicznej błony. Może być tak, że błona jest tak mała, iż nie stanowi przeszkody w odbywaniu stosunku i może nie ulec uszkodzeniu. Znane są wypadki, że pozorne „dziewice” z nie usz­kodzoną błoną rodziły dzieci…

Uszkodzona błona wymaga pewnego czasu do, zagojenia się. By­wa tak, że kobieta rozpoczynając współżycie odbywa wiele stosun­ków w krótkim czasie. Następuje wtedy drażnienie nie zagojonej rany, sprawiające ból, co może stać się przyczyną zrozumiałej zu­pełnie niechęci do współżycia seksualnego. Dziwne, ale mężczyźni o tej tak oczywistej sprawie nie pamiętają.

Tak więc przerwanie błony następuje w czasie pierwszego sto­sunku. Może być to związane z bólem i ból może być różnie nasi­lony. Nie jest to na ogół jednak jakiś ból straszny, bo w wyobraże­niach dziewcząt bywa on często, demonizowany. Tak czy owak, cały problem inicjacji wymaga od chłopaka wiele taktu, wyczucia, kul­tury przed przygotowaniem dziewczyny psychicznie. Wszelka brutalność, która niby ma odpowiadać wyobrażeniu męskiego po­stępowania, twardej postawy, jest — jak w ogóle w zakresie erotyzmu — nie na miejscu. Nigdy dość delikatności, subtel­ności.

W chwili samej defloracji natomiast energiczna, „męska” decy­zja jest konieczna. Brak tej decyzji w rozstrzygającym momencie powoduje nierzadko poważne kompleksy.

Tyle seksuolog.

Okazuje się jednak, że problem dziewictwa i błony dziewiczej to nie tylko anatomia i seksuologia. Wokół tego zagadnienia na­rosło wyjątkowo wiele mitów, przesądów czy wprost legend. Cie­kawe, że wiele z nich funkcjonuje do dziś.

Całość błony dziewiczej miała świadczyć o „czystości”, o cnocie kobiety. Do dziś w niektórych krajach Wschodu, jeżeli podczas nocy poślubnej okaże się, że kobieta nie jest dziewicą, zostaje odprowa­dzona do rodziców, posag musi być zwrócony, a oszukany mąż ma prawo do przeróżnych represji… Na kobietę spada odium hańby. Taka kobieta nigdy nie wyjdzie za mąż.

W naszej kulturze nikt aż takiej wielkiej wagi nie przywiązuje do całości tego skrawka błony śluzowej, choć w wypowiedziach młodych mężczyzn często słyszy się, że chcieliby poślubić kobietę- -dziewicę. Jest to o tyle dziwne, że najczęściej głosiciele tej teorii sami dziewiczymi nie są, a niekiedy „mają na swym koncie” niejed­ną dziewczynę, którą wprowadzili w życie seksualne.

Można oczywiście mieć różne poglądy na temat życia przedmał­żeńskiego. Można uznawać współżycie seksualne w tym okresie życia za niedopuszczalne, ale wtedy taka zasada powinna obowią­zywać chyba zarówno mężczyznę, jak i kobietę. Taka postawa jest wynikiem religijnego światopoglądu i jest rzeczą oczywistą, że je­żeli ktoś deklaruje się jako praktykujący katolik to normatywy obowiązujące w Kościele obowiązują go. Inna sprawa, że właśnie w tym zakresie zawsze występowało szczególnie dużo niekonsek­wencji. Badania amerykańskiego seksuologa, Kinseya, wykazały, że znaczny procent ludzi, nawet wierzących, rozpoczynało współży­cie jeszcze przed ślubem.

Taka sytuacja jest chyba wynikiem zmian, jakie zaistniały w naszej cywilizacji: młodzież dojrzewa fizycznie coraz wcześniej, a coraz później osiąga dojrzałość społeczną, coraz później ma moż­liwość zawierania związków małżeńskich. Wydaje mi się, że mał­żeństwo w Polsce praktycznie jest możliwe do zawarcia na trwa­łych podstawach ekonomicznych przez ludzi dojrzałych psychicznie, i to chyba dopiero w wieku 23—25 lat. Ma więc miejsce sytuacja, że przez około 10 lat — od chwili osiągnięcia dojrzałości seksualnej — człowiek powinien powstrzymywać się od współżycia seksual­nego. Nie wiem, czy jest to możliwe, czy dla wszystkich równie łatwe.

Z obserwacji widać, że młodzi ludzie rozpoczynają współżycie bardzo często przed ślubem i dla osób o światopoglądzie laickim nie jest to niczym gorszącym. Nieważne jest tu samo podejmowa­nie współżycia — ale jego formy, obyczajowość przedślubna. Może być to postawa i zachowanie budzące szacunek, może być też coś odrażającego, może być to zachowanie uczciwe (choć bez ślubu), ale także często jest to odrażający promiskuityzm. Wszystko zależy od ogólnej kultury człowieka.

Błona dziewicza w tych warunkach i stopniu rozwoju cywili­zacyjnego straciła swą rangę. Wiemy, że i bez stosunku płciowego kobieta może przeżyć bardzo wiele doznań seksualnych z orgazmem włącznie. Wiadomo, że młode dziewczęta najsilniejsze doznania osiągają nie w czasie stosunku płciowego, który odbywany z mło­dym i niedoświadczonym, nieopanowanym chłopakiem rzadko jest dla nich czymś przyjemnym. Orgazm znacznie łatwiej wywołać u dziewczyny poprzez pieszczoty zwane pettingiem. Bo stosunek, jak już wspomnieliśmy, bywa bolesny (niekoniecznie tylko pierw­szy), bo dziewczyna boi się ciąży, ma poczucie czegoś bardzo, waż­nego i często nie jest pewna, czy to, co robi, jest słuszne. Takie od­czucia towarzyszące stosunkowi nie sprzyjają satysfakcji. A w cza­sie pieszczot uprawianych podczas pettingu zahamowania te są dużo słabsze. Tak więc może zdarzyć się, że kobieta będzie miała co prawda nie naruszoną błonę dziewiczą, ale ogromny bagaż do­świadczeń seksualnych. A wtedy całość błony okaże się wątpliwym świadectwem jej „czystości”.

Wydaje mi się, że problem błony dziewiczej uległ degradacji także w ramach tak zwanego równouprawnienia kobiet. Nie jestem pewny, czy owo równouprawnienie, rozumiane potocznie jako zrów­nanie różnic w zakresie płci, jest słuszne i możliwe. Wydaje mi się, że różnice powinny istnieć i że dodają one uroku życiu. Tyle że nie może być tu mowy o dyskryminacji. A problem dziewictwa był chyba przykładem takiej dyskryminacji. Bo przecież chłopcy nie mają podobnego „wskaźnika” dziewictwa, od nich nikt nie żądał dziewictwa przed małżeństwem. Dlaczego więc błona dziewicza stanowiła taki ważny problem?

Myślę, że jest to zagadnienie trochę już przebrzmiałe. Wartość kobiety, jej urok, jej wartość szczególnie jako partnerki życia (prze­cież nie tylko w łóżku!) na pewno nie zależy od błony dziewiczej.