Petting

Baczny czytelnik zarówno dzieł naukowych, jak i popularnych od pewnego czasu napotyka wyraz dawniej nie znany w polskim ję­zyku — „petting”. Nazwa ta pochodzi z angielskiego, a w seksuolo­gii przyjęła się od czasu Kinseya. W polskim języku nie mamy od­powiedniego słowa oddającego tę treść. Bo petting to szczególna forma pieszczot, to forma kontaktu seksualnego. Polega na tym, że dwoje ludzi podejmuje bogaty wachlarz pieszczot — pocałun­ków, dotyku, głaskania, pocierania, ocierania itp. Pieszczoty te ma­ją doprowadzić do podniecenia seksualnego, a dalej do orgazmu. Rzecz polega na tym, że jest to wstępna gra miłosna, petting sam w sobie ma zastąpić kontakt seksualny w postaci stosunku. Jest to taka aktywność, w czasie której partnerzy wzajemnie się podnie­cają, doprowadzają do rozładowania napięcia, przy czym wykluczo­ny jest tu stosunek płciowy — czyli wprowadzenie członka do pochwy.

Jak podawał Kinsey, petting jest częstą formą aktywności seksu­alnej młodzieży amerykańskiej. Zapewne Amerykanie nie są tu ory­ginalni — takie pieszczoty znali już dawno wytrawni kochankowie, a nawet nie byłbym pewien,- czy nie celowali w nich średniowiecz­ni trubadurzy, którzy kochając nie „bezcześcili” swych wybranek. Nasza młodzież uprawia petting zapewne głównie z powodu obawy przed ciążą, bo taka technika wyklucza możliwość zajścia w ciążę, dając przy tym satysfakcję seksualną. Nie wiem, czy popularność pettingu nie pochodzi także i stąd, że jest to jednak coś innego niż stosunek: może to trochę i unik, może zakłamanie, ale dziewczęta chętnie się pieszczą, byle nie doszło do „tego ostatecznego”, co mo­że kompromituje, co może jest grzechem, co zostawia ślad w posta­ci defloracji?

Jak petting oceniają seksuolodzy?

Na ogół aprobują, choć od razu pragnę zaznaczyć, że bywają i tacy, którzy odnoszą się do pettingu z rezerwą.

Jakie są argumenty „za”?

Jeden, bardzo ważny — ale nie najważniejszy — to profi­laktyka niepożądanej ciąży. Oczywiście są i inne metody zapo­biegania, ale jak pisałem już, okazuje się, że nie są one dość powszechnie stosowane. W tych warunkach petting jest szansą.

Ważniejsza zaleta polega na jego wartości seksuologicznej. Wia­domo, że dziewczęta, młode kobiety mają duże wymagania w zakre­sie techniki współżycia. Wiadomo, że kobieta potrzebuje dużo wię­cej czasu, by podniecić się seksualnie, i bogatszych wrażeń, aby do­znać orgazmu. Ponadto wiadomo, że większość młodych mężczyzn nie potrafi kobiecie zapewnić satysfakcji seksualnej w czasie sto­sunku płciowego. Pisałem o tym omawiając przyczyny tak zwanej oziębłości płciowej. Dziewczyna musi aprobować partnera (w cza­sie pettingu też!), musi być przedmiotem długotrwałych i subtel­nych zabiegów ze strony partnera. Jej wrażliwość seksualna jest bardzo złożona. Na ciele kobiety są tak zwane okolice erogenne — są to miejsca na skórze czy błonie śluzowej szczególnie wrażliwe na dotyk. U mężczyzny takie miejsce, którego drażnienie (może lepiej pobudzenie) doprowadza do orgazmu, jest jedno — członek. U kobiety okolic erogennych jest wiele, a zazwyczaj nie ma jedne­go dominującego. Jeżeli nawet można odkryć takie miejsce, to jest to cecha indywidualna. Znany jest przypadek, kiedy to największą wrażliwość wykazywała kobieta na pocałunki w naskórek między palcami dłoni… I właśnie pocałunki w te miejsca doprowadzały ją do orgazmu. Tak więc mężczyzna, który uprawia ze swą partnerką petting, musi wykazać inwencję, włożyć wiele wysiłku, by poznać swą dziewczynę, aby nauczyć się „topografii” jej okolic erogennych, poznać jej wrażliwość i upodobania. Dalej, nie koncentrując się tyl­ko na własnych odczuciach (jak jest, niestety, zazwyczaj w czasie stosunku) uczy się poznawać reakcję kobiety, odczytywać właści­wie jej przeżycia. Uczy się wreszcie takiego działania, które dopro­wadzi ją do orgazmu.

W tej nauce bogatych form różnorodnych pieszczot dopatruje­my się zalet pettingu. Petting jest więc jakby lekarstwem na ego­izm — uczy altruizmu. A że przy tym sprawia i mężczyźnie saty­sfakcję, to tym lepiej.

Pisałem, że petting to forma wzajemnych pieszczot. Mężczyzna może oczekiwać od partnerki także pieszczot — aż do masturbacji włącznie. I znów kobieta przy tym uczy się z kolei ciała mężczyzny, jego reaktywności. Jest co prawda tak, że na ogół dziewczęta, szcze­gólnie mniej doświadczone, przyjmują postawę bierną — nie chcą pieścić chłopaka, nie chcą go dotykać, a jeżeli już — to raczej skłonne są do głaskania ramion, pleców, ale nie okolic najwrażliwszych. Dzieje się tak zapewne z powodu wstydu; kobiety w naszej kulturze wciąż uważają, że ideałem partnerki jest kobieta bierna, że „nie wypada” wykazywać inicjatywy, gorzej, „nie wypada” na­wet okazywać swej satysfakcji seksualnej.

Ten model zachowań jest anachroniczny i zły. Bywa, że kobieta nawet po wielu latach małżeństwa skarży się, że mąż nie potrafił jej usatysfakcjonować. Tylko że nigdy mu o tym nie powiedziała, a zawsze zachowywała się „tak jak wypada”, to znaczy jak martwa kukła. I nie może mieć w takiej sytuacji pretensji do męża; może i on kiedyś usiłował odgadnąć jej reakcje, poznać ją — ale dobrze maskowane były dla niego niezrozumiałe. I dał sobie wreszcie spo­kój uznając, że widać ma być tak jak jest.

Jeżeli dziewczyna wykazuje zahamowania, nie trzeba jej do ni­czego przymuszać. Trzeba uszanować jej wstydliwość, a opory przełamywać stopniowo, subtelnie, nie spiesząc się. Gdyby tylko je­szcze dziewczyny uwierzyły, że nie muszą być bierne, może szyb­ciej przełamałyby swoje zahamowania. A trzeba, aby uwierzyły, że kontakt dwojga ludzi szczerych, spontanicznych, aktywnych jest na pewno znacznie silniejszym przeżyciem niż taki tradycyjny.

Petting to także uczciwość. Dwoje umawia się, że dozwolone są wszelkie pieszczoty poza tym jednym — poza wprowadzeniem członka. I oboje przestrzegają umowy. Może być tak, że mężczyzna jest już doświadczony, że ma określone upodobania i że w pew­nym momencie chce odbyć stosunek. I wtedy wykazuje się swą uczciwością i opanowaniem mając na uwadze dobro dziewczy­ny.

Petting uprawiają na ogół ludzie młodzi i osobiście sądzę, że jest to dobra .szkoła kochania. Gdyby to ode mnie zależało, nakłaniał­bym wszystkich młodych, aby zanim rozpoczną pełne współżycie, nauczyli się pettingu i przez pewien okres (niezbyt krótki, może nawet około roku) stosowali go jako jedyną metodę kontaktów. By­wa także, że i potem taka technika może być podejmowana, na przy­kład w czasie ciąży, podczas choroby jednego ze współmałżonków czy w innych okolicznościach, kiedy stosunek jest przeciwwskaza­ny-

A teraz zastrzeżenia. Rzeczowych argumentów nie znam. Nie­którzy lekarze twierdzą, że petting jest szkodliwy, nie przytacza­jąc żadnych argumentów. Nie wiem więc, czy mają rację. Odno­szę wrażenie, że zasadniczym źródłem niechęci jest w ogóle potę­pienie kontaktów seksualnych, zwłaszcza wśród młodzieży. Ale to już raczej sprawa poglądów, a nie seksuologii (związki między nimi są ściślejsze, niż można przypuszczać!).