Płatna „miłość” — prostytucja

Są zagadnienia, które przez wieki trapią uczonych, działaczy spo­łecznych, co światlejszych obywateli i nigdy nie tracą aktualności. Jednym z takich zagadnień jest prostytucja.

W języku polskim pod pojęciem prostytucji rozumiemy podej­mowanie aktywności seksualnej (lub tylko przyzwalanie na to, by być do tego wykorzystywanym), której motywem jest chęć zysku. Krótko mówiąc, prostytucją jest podejmowanie wszelkich form ży­cia seksualnego za pieniądze i dla pieniędzy. Należy o tym pamię­tać, ponieważ niekiedy (niesłusznie) określa się prostytucją wzmo­żoną, nieuregulowaną, nie kontrolowaną aktywność seksualną. I choć takie zachowanie może i powinno budzić zastrzeżenia, nie wolno tego mylić z prostytucją.

Mówi się niekiedy, że prostytucja jest najstarszym zawodem świata. Pewnie to przesada, ale faktem pozostaje, że najstarsze za­piski historyczne, w tym Biblia, upoważniają do głoszenia poglądu, że prostytucja jest zajęciem bardzo starym i co ważniejsze, prze­trwała z większymi lub mniejszymi zmianami wszelkie epoki, rzą­dzące doktryny, kataklizmy i kultury. Coś w tym jest, że towarzy­szy ona ludzkości od bardzo dawna do dziś.

Wypisano morze atramentu, najtęższe głowy wytężały umysł, aby dojść, wyjaśnić, jaka jest przyczyna prostytucji? Dlaczego ko­biety nie zawsze „upadłe”, nie zawsze prymitywne i zmuszone wa­runkami życiowymi uprawiają ten odrażający proceder?

W okresie powojennym sądziliśmy, że prostytucja zniknie wraz ze zmianą struktury społecznej, wraz z niedoskonałością ustroju społecznego, jaki u nas panował. Wydawało się, że w warunkach ustroju sprawiedliwości społecznej, wraz ze stworzeniem perspektyw rozwoju i egzystencji każdemu człowiekowi, nie będzie miejsca na prostytucję. Życie wprowadziło korektę w nasze założenia teore­tyczne; prostytucja istnieje nadal.

Nie umiem odpowiedzieć wprost, krótko, jaka jest przyczyna prostytucji. Przyczyn na pewno jest bardzo wiele. Można chyba jednak stwierdzić, że ludzie uprawiający prostytucję są najczę­ściej pozbawieni zdolności kochania, są uczuciowo niedorozwinięci. Bo ktoś, kto kocha, nie może przecież uprawiać „miłości” za pie­niądze, z każdym, kto zapłaci!

W niektórych krajach istnieje prostytucja tak zwana „regla­mentowana”. Znaczy to, że prostytutki są rejestrowane i otrzymują coś w rodzaju „glejtu” do uprawiania swego procederu. Obowią­zane są poddawać się okresowym badaniom lekarskim. Ma to jakoby zabezpieczać przed roznoszeniem chorób, zwłaszcza zakaźnych. Jest to iluzja; takie badanie, aby było skuteczne, musiałoby odby­wać się po każdym stosunku, i to przez kilka tygodni bowiem nie zawsze (prawie nigdy) można wykryć choroby zakaźne, zwłaszcza weneryczne, zaraz po zakażeniu. Tak więc reglamentacja niewiele załatwia, może nawet nic?

W dawnym kodeksie karnym istniał przepis grożący karą za „czerpanie zysku” z czynów określanych jako „nierządne”. To trudne zresztą do sprecyzowania, określenie ma oznaczać różne for­my aktywności zmierzającej do zaspokojenia popędu płciowego. Przepis ten był jednak niezwykle rzadko stosowany w praktyce sądowej, trudno bowiem było komuś udowodnić czerpanie zysku z „miłości”. Życie stwarza wiele sytuacji trudnych do zakwalifiko­wania. Przepis ten w nowym kodeksie nie istnieje.

Dlaczego prostytucję potępiamy? Jest to proceder odrażający z punktu widzenia etycznego. Ale prostytucja jest rzeczywiście rozsadnikiem chorób, przede wszystkim wenerycznych. Poza tym środowisko to, tradycyjnie już, dąży do świata przestępczego, co także jest z punktu widzenia społecznego nieobojętne.