Problemy rodziny

Być może zdziwi Was ten tytuł poruszającej za­gadnienia kultury seksualnej. Kultura seksualna i problemy rodziny są zagadnieniami nawzajem zazębiającymi się i dlatego tym osta­tnim chciałbym poświęcić nieco więcej uwagi.

Rodzina jest podstawową komórką społeczną. Brzmi to jak tru­izm, ale ma głęboki sens. Na przestrzeni wieków rodzina przybiera­ła najróżniejsze kształty. Dziś jeszcze w różnych kulturach na na­szym globie można spotkać wiele modeli rodziny, kierujących się zu­pełnie odmiennymi prawami i zasadami niż u nas. Szczególnie w ostatnich latach, w naszej cywilizacji, w tej podstawowej komórce społecznej zaszły ogromne zmiany. Obecnie na rodzinę, jej charak­ter rzutuje przede wszystkim kobieta. Zmiana roli kobiety w spo­łeczeństwie, awans, jaki osiągnęła, wywołał jednocześnie zmiany w rodzinie i zachwiał jej tradycyjną strukturą. Od momentu równo­uprawnienia, dającego kobiecie możliwość kształcenia się, zdobycia zawodu, rozpoczęcia pracy poza domem, zaczął zanikać typ rodziny patriarchalnej, w której dominującą i najważniejszą osobą był męż­czyzna. Równouprawnienie pozwoliło zdobyć kobiecie nie tylko nie­zależność materialną, ale dzięki temu dokonał się również ogromny proces zmian w jej psychice. Kobieta staje się równorzędnym par­tnerem mężczyzny, a w wielu rodzinach nawet ujmuje ster w swe ręce i wiedzie w niej prym. Coraz częściej można spotkać domy, w których mężczyzna prawie się nie liczy; kobieta podejmuje wszystkie ważniejsze decyzje i wychowuje dzieci.

Proces ten kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. Przede wszy­stkim wyłania się niezmiernie istotny problem: kto w takim razie w rodzinach, w których matka pracuje zawodowo, powinien zajmo­wać się wychowaniem dzieci? Czy może podołać temu matka, która zaraz po urlopie macierzyńskim idzie do pracy i zostawia dziecko prawie na 10 godzin?

Najczęściej dziecko przebywa w tym czasie w żłobku. Dla wielu kobiet jest to jedyna możliwość zapewnienia mu opieki. Jedyna, co nie oznacza wcale dobra. Prawdą jest przecież, że dzieci wychowu­jące się w żłobku rozwijają się ruchowo wolniej niż ich rówieśnicy w rodzinie, później też zaczynają mówić i mają znacznie mniejszy zasób słów. Częściej chorują na choroby infekcyjne, bo żłobek sprzyja wzajemnemu zarażaniu się. Są to niewątpliwie złe stro­ny żłobka, ale, moim zdaniem, nie najpoważniejsze, bo można je z czasem odrobić. Najpoważniejszy mankament wychowania żłob­ka to przede wszystkim pozbawienie dziecka, przebywającego w nim przez wiele godzin, możliwości prawidłowego rozwoju uczu­ciowego.

W rodzinie wokół niemowlęcia krząta się najczęściej wiele osób dorosłych: matka, ojciec, często dziadkowie i starsze rodzeństwo. W żłobku sytuacja jest odwrotna — jedna osoba dorosła (obca, za­pracowana) musi zajmować się kilkorgiem dzieci..

Rozwój człowieka zawsze, a. w okresie dzieciństwa szczególnie, jest determinowany przykładem, kontaktem z ludźmi dojrzałymi, mądrymi, od których można się wiele nauczyć. Nigdy człowiek nie robi tak kolosalnego, fantastycznego postępu, nie rozwija się tak gwałtownie i nie osiąga tak wiele, jak w pierwszych latach życia. Największe tempo rozwoju człowieka ma miejsce w pierwszym roku życia. Później maleje ono nieco, ale nadal jest ogromne w porów­naniu z następnymi okresami. Z bezradnego, bezbronnego noworod­ka, który bez pomocy człowieka dorosłego żyłby najwyżej kilka go­dzin, wyrasta w ciągu trzech lat malec, który opanował spionizowaną postawę ciała, nauczył się chodzić, poruszać dość sprawnie dłońmi, rozumieć mowę i wyrażać swoje myśli. W tym okresie ży­cia człowiek zdobywa wiele umiejętności, które tylko pozornie wy­dają się prymitywne i proste (np. opanowanie zwieraczy i regula­cja wypróżnienia). Nauczenie się tego wszystkiego wymaga ogrom­nego wysiłku. Oczywiście znacznie łatwiej i szybciej przychodzi ta nauka dziecku, któremu pomaga matka przebywająca z nim stale. Niestety, żłobek nie sprzyja temu. Dla prawidłowego rozwoju każ­dego dziecka niezbędna jest więc rodzina i stała opieka matki nad dzieckiem.

W praktyce najczęściej jest to trudne do realizacji, a w wielu przypadkach wręcz niemożliwe, bo sytuacja materialna nie pozwa­la kobiecie zrezygnować z pracy zawodowej. Często zdarza się również, że kobieta — chociaż sytuacja materialna rodziny jest bardzo dobra — nie chce się wyrzec swoich aspiracji zawodowych i nie bacząc na dobro dziecka oddaje je pod opiekę obcej osobie. Moim zdaniem, nie jest to postępowanie słuszne, bo w pierwszym okresie życia dziecko powinno wychowywać się w rodzinie.

Potrzeby dziecka dość szybko zmieniają się. Przedszkole, w od­różnieniu od żłobka, sprzyja jego rozwojowi. Kształtuje pozytywne cechy charakteru małego człowieka, np. umiejętność podporząd­kowania się grupie, współżycia z rówieśnikami.

Wiele miejsca poświęciłem roli matki w wychowaniu dziecka w najwcześniejszym okresie życia. Nie chciałbym, aby ktoś mnie posądził, że z tego obowiązku wychowawczego zwalniam mężczy­znę — ojca dziecka. Kiedyś zresztą popełniano zasadniczy błąd twierdząc, że wychowanie dzieci jest wyłącznie sprawą matki, a ojciec nie jest właściwie do tego potrzebny. Rola ojca w wycho­waniu dziecka, zwłaszcza syna, jest ogromna. Jest on dla syna wzorem, od niego dziecko uczy się zachowań, postaw. W sposób pełny może się tego nauczyć będąc w stałym kontakcie z ojcem, podczas wzajemnych zabaw, rozmów, dyskusji.

W poradni, którą kieruję, zajmuję się między innymi zjawi­skiem nieprzystosowania społecznego młodzieży. Okazuje się, że prawie w każdym przypadku korzenie tego przykrego zjawiska patologii społecznej tkwią w rodzinie: w jej wadliwej strukturze i funkcjonowaniu. Do poradni najczęściej trafia młodzież z rodzin rozbitych lub błędnie funkcjonujących. W rodzinach tych wzajem­ne kontakty rodziców z dzieckiem są powierzchowne, sprowadzają się właściwie do sporadycznych rozmów o stopniach i nauce. Mło­dzi ludzie, choć akceptują taką sytuację, mają jednak żal do ro­dziców, że okazują im tak mało zainteresowania, że nie potrafili we właściwym czasie wytworzyć atmosfery wzajemnej przyjaźni i miłości.