Rozważań o dewiacjach

Wielki badacz życia seksualnego Amerykanów, Kinsey, publikując swój słynny raport o zachowaniach seksualnych mężczyzn wywołał niemałe zamieszanie i konsternację. Okazało się bowiem, że ludzie zachowują się bardzo różnie, że to, co uważa się niekiedy za pato­logię seksualną, jest często przejściową formą aktywności, kiedy indziej dodatkiem, urozmaiceniem doznań erotycznych. I padło wtedy pytanie: co to jest właściwie zachowanie prawidłowe, „nor­malne”, a co to jest patologia i „zboczenie”?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Istnieją naturalnie sytuacje oczywiste. Ale wiele jest takich przypadków, w których bardzo trudno powiedzieć, czy jest to już patologia, czy nie. Sek­suologia przed laty dokonała pewnej klasyfikacji. Nazwano pewne zachowania, a nazwy te przeszły do powszechnego użytku i często straciły swój pierwotny sens. Dziś niektóre określenia używane są przez ludzi nie znających nawet ich rodowodu.

Mówimy na przykład o czyimś „duchowym ekshibicjonizmie” lub określamy kogoś sadystą, choć seksuolog powiedziałby, że za­chowanie tych ludzi nie ma nic wspólnego z jego. specjalnością. Więcej, samo określenie patologii przeżywało swoisty wiraż prze­mian.

Mechanizm był taki: używano jakiegoś określenia jako rozpo­znania lekarskiego. Na przykład: perwersja. Tak określano patolo­gię seksualną. Nazwa ta, jak każde określenie medyczne, powinna być moralnie obojętna, nie powinna być obraźliwa czy uwłaczająca ani potępiająca. Ale z czasem „perwersja” stała się synonimem roz­pusty seksualnej, określeniem obraźliwym. Podobnie było z określe­niem „zboczenie” i jego pochodną osobową „zboczeniec”. To okreś­lenie ma w naszej tradycji dziś wyraźnie pejoratywne znaczenie. Jest ono obelgą.

Lekarze nie mogą i nie chcą używać określeń wartościujących, obraźliwych. Przyjęło się aktualnie używać określenia z języka angielskiego: dewiacja i dewiant. To określenie nie ma jeszcze u nas jakiegoś pejoratywnego znaczenia. Można go używać jako obojętne rozpoznanie medyczne. A swoją drogą ciekawe, czy stanie się ono kiedyś obraźliwe i jeżeli tak, to kiedy?

Podobnie było z innymi określeniami medycznymi spoza sek­suologii. Wariat — to psychicznie chory. Idiota — to człowiek z niedorozwojem umysłowym określonego stopnia, podobnie jak i debil. Kretyn to nie wyzwisko, to rozpoznanie medyczne człowie­ka z niedoczynnością tarczycy. A przecież wszystkie one nabrały obraźliwego zabarwienia.

Zanim przejdę do bardzo trudnych rozważań na temat wartoś­ciowania zachowań seksualnych dewiantów, omówię klasyczne for­my opisywane w literaturze fachowej. Znajomość tych spraw ułat­wi zresztą zrozumienie niektórych przenośni literackich.

W klasycznej seksuologii dzielimy dewiacje na te, które dotyczą sposobu zaspokajania popędu, i te, które dotyczą obiektu, czyli wy­boru partnera.

Do grupy drugiej należeć będzie:

homoseksualizm — popęd do osobnika płci własnej, w przypadku kobiet zwany lesbijstwem. Ta ostatnia nazwa pochodzi od wyspy greckiej Lesbos, która jakoby miała słynąć z tego typu zachowań;

pedofilia — popęd płciowy do osób młodych, niedojrzałych, naj­częściej dzieci;

gerofilia — popęd do osób w wieku starszym; zoofilia — popęd realizowny w kontakcie ze zwierzętami. Zwie się niekiedy sodomią od znanej biblijnej miejscowości;

fetyszyzm — używanie do podniecenia czy rozładowań seksual­nych przedmiotów. Fetyszem może być jak wiadomo bielizna, przed­mioty użytku powszechnego, ale także zapach, dźwięk itp.;

pigmalionizm — swoista forma fetyszyzmu, fetyszem jest tu rzeź­ba, posąg, przedmiot wyobrażający kogoś;

narcyzm — kiedy przedmiotem uwielbienia, seksualnej miłości staje się sam dewiant, kochający się w sobie, sobą się fascynu­jący.

A teraz dewiacje dotyczące sposobów zaspokajania popędu: podglądactwo — wspomniany już voyeuryzm, czyli zaspokajanie popędu poprzez podglądanie zachowań seksualnych innych czy choćby ich nagości, negliżu itp.;

ekshibicjonizm — czerpanie satysfakcji z okazywania swych genitalii innym ludziom, demonstrowanie swych zachowań seksual­nych;

sadyzm — czerpanie satysfakcji seksualnej z dręczenia innych, za­dawania bólu, kaleczenia czy zabijania. Może być zresztą sadyzm psychiczny, kiedy się innych nie bije, a zadaje im cierpienie psy­chiczne, poniża itp.;

masochizm — upodobanie do cierpienia, bólu. Tylko będąc ponie­wieranym, bitym, upokarzanym masochista doznaje satysfakcji sek­sualnej, podniecenia, a nawet orgazmu.

Oczywiście seksuologia zna i inne typy dewiacji, ale nie są one tak znane, jak te wyżej wyjaśnione.

Powstaje znów pytanie: na jakiej podstawie ocenia się, że takie zachowanie jest patologią, a inne nie?

Tradycyjne poglądy wyznaczyły wyraźnie normę zachowania. Seks miał służyć tylko rozmnażaniu się ludzi, czyli prokreacji, roz­rodowi. Jeżeli jakieś zachowanie wykluczało możliwość spełnienia tego celu, było zachowaniem dewiacyjnym. Nie wdawajmy się w szczegóły, ostatecznie w czasie kontaktu sadysty z masochistką także można było zajść w ciążę. Podział taki był jednak dość jasny, a kryteria przejrzyste.

Obecnie mamy znacznie więcej kłopotów. Wiemy, że człowiek rzadko podejmuje kontakt seksualny po to, by świadomie płodzić potomstwo. Nawet w małżeństwach wielodzietnych takie świadome działanie jest prawie wyjątkiem, zdarza się zaledwie kilka razy w życiu.

A poza tym?

Człowiek współżyje seksualnie, by zaspokajać swój popęd, by przeżyć rozładowanie seksualne, satysfakcję, by być jakoś szczę­śliwym. I to nie budzi już naszego oporu. Na to się zgadzamy. Dla­czego więc niektóre z wymienionych zachowań są patologią? Na przykład fetyszyzm? Czy ekshibicjonizm? Są to przecież także for­my zaspokajania swego popędu. Dlaczego złe?

Z wartościowaniem dewiacji mamy wiele kłopotów. Więcej, z wieloma zjawiskami dotąd zwanymi dewiacją nie bardzo jesteś­my skłonni walczyć. Niektóre akceptujemy społecznie (strip-tease, nudyzm — który zresztą jest zjawiskiem bardzo złożonym i być może nie zawsze mieści się w kategoriach seksuologii).

Społeczeństwa restrykcyjne, nietolerancyjne walczyły zaciekle z każdym przejawem patologii. Były czasy, kiedy kobietę, która miała odwagę przeżywać seks, pragnąć rozkoszy, uznawano za ze­psutą, opętaną przez szatana. Patologię potępiały kodeksy karne, tępiło prawo. Poglądy nasze na patologię zmieniły się. Ogólnie są znacznie bardziej tolerancyjne. Skłonni jesteśmy uznać za szkodli­wą tylko taką dewiację, której realizacja komuś szkodzi. Inne, co­raz szerzej uznaje się za sprawę osobistą człowieka, nie podlegającą ocenom moralnym.