Sny o treści erotycznej

Wśród zjawisk, które budzą niepokoje, jest problem snów. Jest to dla lekarza problem trudny i przyznam się, że w „snologii” nie je­stem biegły, ale skoro na ten temat jest tyle kontrowersji, posta­ram się to i owo wyjaśnić.

Nikt nie wie, dlaczego człowiekowi coś się śni, a nawet problem, czy sny są barwne, czy czarno-białe, nie jest jednoznacznie roz­strzygnięty. Osobiście sądzę, że skoro człowiek widzi na jawie bar­wy, to dlaczego we śnie miałby widzieć inaczej? Przecież obraz czarno-biały jest wynikiem pierwotnej technicznej niedoskonałości fotografii. Ale to najmniej ważne.

Ważne jest, dlaczego w ogóle ludziom coś się śni. Nie wiemy, czy śni się zawsze, być może po obudzeniu człowiek już snu nie pa­mięta, czy też może śni się tylko niektórym i czasami. Wreszcie to, co najważniejsze — nie wiemy, dlaczego ludzie mają sny o takiej, a nie innej treści, czy to od czegoś logicznego zależy i czy ma to jakieś znaczenie.

Ludzkość od bardzo dawna do treści snów przywiązywała wielkie znaczenie. Przecież wielu ludzi żyło (i to nieźle!) z prze­powiadania na podstawie snów, z wróżb, z „tłumaczenia snów”. Są nawet wydawnictwa książkowe, które nazywają się sennikami i które w porządku alfabetycznym wyjaśniają: „kurę czarną we śnie zobaczyć — szczęście pewne”.

Sny miały niekiedy wielki wpływ na ludzkie postępowanie. By­wało, że ktoś pod wpływem snu zmieniał decyzje, a biblijny Józef tłumacząc sen faraona o siedmiu tłustych i siedmiu chudych kro­wach uratował lud Jehowy w Egipcie przed niechybną śmiercią głodową…

Nauka także nie oparła się sugestiom snów. Wielki Zygmunt Freud także stworzył swoją teorię i coś w rodzaju sennika. Tu trzeba parę słów gwoli sprawiedliwości i uczciwości. Freud był wielkim uczonym. Był człowiekiem, który potrafił zauważyć zjawi­ska niedostrzegane przez innych, potrafił przełamać opory ludz­kich nawyków myślenia, potrafił — odważył się powiedzieć lu­dziom wiele rzeczy, których usłyszeć nie chcieli. I Freud jako ten właśnie burzyciel starych wyobrażeń, jako nowator w nauce, jako wreszcie ten, który szarpnął się na rzeczy „święte” i nietykalne, jako filozof to wielka postać naszej historii. Ale warsztat nau­kowy Freuda był nawet na miarę czasów — przełomu XIX i XX wieku — lichy i mizerny. Wartość nie wszystkich teorii Freu­da jest trwała, niektóre przeszły do historii jako ciekawostki lub kurioza.

Nie czuję się powołany do oceniania „teorii snów” Freuda, wiem natomiast, że teoria ta nie znalazła w praktyce nauko­wej i klinicznej szerszego odbicia czy zastosowania praktyczne­go. Może z wyjątkiem psychoanalityków, ale chyba też nie wszyst­kich.

Otóż Freud przywiązywał wielkie znaczenie do podświadomo­ści. Sądził, że w czasie snu zostają wyłączone hamulce kulturowe i obyczajowe i człowiek ujawnia wówczas swoje marzenia, dążenia, że obnaża się psychicznie, pokazuje się we śnie takim, jakim jest naprawdę i dlatego sen mógł wiele wyjaśnić. Ale czy wyjaśniał, i czy człowiek potrafi wiernie powtórzyć sen? Wiem, że to nie jest proste. Wreszcie, czy umiemy sen zinterpretować właściwie? Wątpię.

Myślę, że do treści snów nie należy przywiązywać zbyt wiel­kiej wagi. Sny prawdopodobnie są w jakimś związku przyczyno­wym z tym, co się dzieje na jawie, może nawet korespondują jakoś z naszymi marzeniami — tylko w jakim stopniu?

W młodości, zwłaszcza w okresie dojrzewania, psychika człowie­ka ulega bardzo silnej erotyzacji. Dzieje się tak głównie pod wpły­wem hormonów płciowych, ale pewnie i pod wpływem dojrzewa­nia ośrodków nerwowych związanych z seksem. Człowiek zaczyna interesować się sprawami płci, a chłopcy dodatkowo podlegają bardzo silnemu napięciu seksualnemu. Do rozmów wchodzi ja­ko stały temat erotyka, szuka się przecież także treści erotycz­nych w sztuce i literaturze i to jest wszystko rzecz zupełnie nor­malna.

W tym czasie pojawiają się sny erotyczne. Nie wiem, nie umiem powiedzieć, czy są one „zawinione”, czy są wywołane nastawie­niem człowieka na jawie. Ale nawet jeżeli tak — co z tego? Czy to coś złego? Dlaczego?

Chłopcy w czasie snu podlegają pobudzeniu seksualnemu. Tłu­maczymy to faktem, że pod wpływem wypełnionego pęcherza mo­czowego dochodzi do ucisku splotów nerwowych w okolicy mied­nicy małej i przez to do pobudzania ośrodka erekcji (wzwodu). Jest zjawiskiem normalnym, że chłopcy (a także mężczyźni) budzą się ze snu i często mają wtedy wzwody. Myślę, że już samo to — wzwód — może prowadzić do erotyzacji snów.

Wiemy, że chłopcy, którzy nie uprawiają onanizmu, podlegają w czasie snów nie tylko napięciu seksualnemu, ale następują u nich wytryski nasienia zwane polucjami. Jest to coś zupełnie normal­nego — i do czasu osiągnięcia etapu, na którym życie seksualne staje się uregulowane na jawie — sama natura reguluje zachowa­nie seksualne.

Podobnie kobiety — choć zdaje się jest to zjawisko rzadsze — podlegają tak zwanym nocnym orgazmom w czasie snu. Jest to rozładowanie napięcia seksualnego bez udziału świadomości, bez woli osoby nim dotkniętej. Jest to coś zupełnie naturalnego. Bywa­ją ludzie, którzy na skutek przesądów, wychowania w atmosferze negacji erotyzmu, uważają takie przeżycia za coś nieprzyzwoitego, złego. I tacy nawet martwią się występowaniem zarówno polucji, jak i nocnych orgazmów. Czy słusznie? Chyba nie. Erotyka jest integralną częścią natury, jest wartością niezaprzeczalną, może być źródłem satysfakcji — szczęścia, czemu więc ją odrzucać i potę­piać?

Niepokój z powodu snów erotycznych wywodzi się chyba z tej samej kategorii zjawisk. Wynika z braku akceptacji erotyzmu. Je­żeli ktoś popęd płciowy traktuje jako coś naturalnego i pozytywnego, to pewnie i sny erotyczne nie będą go niepokoić. Może nawet będą mu miłe, bo przecież na tym etapie życia erotyki na jawie nie prze­żywa się zbyt wiele.

Do treści snów nie przywiązywałbym wagi. Sądzę, że nie umie­jąc logicznie sensu snów tłumaczyć, można i należy przyjąć, że są one przypadkowe.

Gorzej, jeżeli sny są męczące. Bywa, że człowiek we śnie prze­żywa jakieś koszmary i budzi się potem zmęczony i zgnębiony za­miast być wypoczęty i rześki. Jeżeli tak, to chyba trzeba próbować temu zaradzić.

Higieniści mówią, że przed snem nie trzeba dużo jeść. Kolację powinno się jeść na kilka godzin (2—3) przed snem. Należy uni­kać męczącej lektury. Nie należy kłaść się spać bezpośrednio po dreszczowcach telewizyjnych, lecz poczytać jeszcze coś pogodnego. Chodzić na spacery. I spać w luźnej odzieży pod niezbyt ciepłą kołdrą, wreszcie — przez cały rok przy otwartym oknie.

A jeżeli przyśni się coś miłego, to cieszyć się, ale z dystansem. Myślę, że człowiekowi końca XX wieku nie wypada „wierzyć w sny”.