Szacunek do partnera, czyli altruizm w miłości

Odnoszę wrażenie, że tak zwany problem „dowodu miłości” zanika. Coraz rzadziej dziewczęta piszą listy i pytają: „chłopak żąda do­wodu miłości (oddania się, odbycia stosunku). Ja go kocham. Zgo­dzić się czy nie?” Myślę, że nawet do tych najbardziej prymityw­nych chłopców, którzy na wczesnym etapie erotyzmu kierują się głównie popędem o charakterze podkorowym, dotarła wreszcie świadomość absurdalności takiego żądania. Bo przecież w tym żą­daniu jest cały jawny egoizm: chłopak myśli tylko o sobie i o siebie tylko dba. Chce brać — nie dawać. Może to i zwrot dość zgrabny „dowód miłości”. Tylko że treść mało ma wspólnego z miłością żądającego.

Dziewczyna, która zgadza się dać ten dowód, rzeczywiście po­twierdza swe oddanie. Najczęściej robi to zresztą wbrew swoim chęciom. Wiadomo że dziewczęta później dojrzewają seksualnie niż chłopcy. Wiadomo, że przeciętna dziewczyna przed 18 rokiem życia na ogół nie odczuwa popędu seksualnego. Wiadomo, że sto­sunki płciowe są dla młodych dziewcząt najczęściej pozbawione satysfakcji — przeciwnie, często są bolesne, przykre. Mimo to wszystko dziewczyna zgadza się. Dlaczego? Najczęściej dlatego, że naprawdę kocha. Wie, że chłopakowi zależy na współżyciu, że tego bardzo chce. Czasem boi się, że chłopak może odejść, jeżeli nie bę­dzie z nim współżyła. Ale chłopak? Czy on kocha?

No właśnie. Czy on kocha? Po czym to poznać?

Takie pytania dziewczęta stawiają dość często dorosłym. Chcą wiedzieć, szukają jakiegoś „testu na miłość”. A odpowiedź na py­tanie nie jest łatwa.

Miłość to przecież co innego niż pożądanie. Te dwa uczucia zapewne są ze sobą związane, może niekiedy stanowią nawet całość trudną do rozdzielenia. Ale przecież to nie to samo!

Pożądanie to właśnie poszukiwanie „dowodu miłości”. Nie zaw­sze jest tak prosto. To może być także i fascynacja drugą osobą. Może wiązać się z tym także i pewne poświęcenie: z samozapar­ciem niekiedy dąży się do zdobycia celu, można wiele dać z siebie, by zdobyć osobę pożądaną. Zachowanie mężczyzny może wówczas wprowadzić w błąd: można sądzić, że chłopak jest zakochany.

Ale prawdziwa miłość to altruizm. Miłość to chęć dawania, nie tylko brania. To także fascynacja drugą osobą, ale i stan, w któ­rym dobro, potrzeby, w którym całą osobę kochaną stawia się po­nad siebie i swoje cele. Zresztą w prawdziwej miłości nie ma już celów „moich i twoich”. Jest jeden cel nadrzędny: osoba kochana.

Dla osoby kochanej chłopak na pewno zdolny jest opanować swój popęd. Nie znaczy to wcale, bym sądził, że jedynie miłość platoniczna (pozbawiona dążności do współżycia seksualnego) jest prawdziwą miłością i że współżycie seksualne miłość „biologizuje” czy „upadla”. Chodzi o to, że prawdziwie kochający chłopak może poza pożądaniem odczuwać nadrzędność spraw dziewczyny. I taki chłopak nie żąda dowodu miłości, on sam taki dowód daje dbając przede wszystkim o swą dziewczynę.

Piszę o tym dlatego, że w okresie młodzieńczym szczególnie ostro zarysowują się różnice między mężczyzną i kobietą. Dla dziewcząt podstawową potrzebą jest potrzeba kochania. One chcą kochać i chcą być kochane. Współżycie seksualne jest tu potrzebą drugorzędną. Wiele na to wpłynęło, że dziewczętom współżycie nie zawsze jest potrzebne. Często bardzo komplikuje im życie. Do współżycia trzeba przecież dojrzeć, a na to trzeba czasu!