Szczegółowo o zapobieganiu ciąży

W poprzednich artykułach omawiałem problemy nie przemyślane­go i nierozsądnego podejmowania aktywności seksualnej. Wyraziłem pogląd, że jedynie stosowanie środków antykoncepcyjnych może uchronić od następstw, których waga przerasta często wyobraźnię młodych podejmujących współżycie. Pisałem także o tym, że wiele osób wykazuje w takich sytuacjach zupełny brak odpowiedzialności.

Badania ankietowe, jakie przeprowadziliśmy wśród młodzieży, głównie studentów, wykazały, że tylko nieznaczny procent spośród nich stosuje środki chroniące przed niepożądaną ciążą. Podobnie jest wśród dorosłych.. Główny Urząd Statystyczny podaje następu­jące dane z roku 1972 (nie sądzę, by obecnie sytuacja się zmieniła).

Najczęstszą metodą antykoncepcji był stosunek przerywany: w mieście 18,8%, na wsi 24,6%. Na drugim miejscu — kalendarzyk małżeński: w mieście 14,6%, na wsi 8,9%. Prezerwatywy używane są znacznie rzadziej: w mieście 6,4%, na wsi 3%; pigułki doustne: w mieście 2,3%, na wsi 1,1%, inne środki, jak: globulki, gąbki, kap­turki, spirale domaciczne itp. stosowane były tylko w ułamkach procentów.

To samo źródło podaje, że co trzecia kobieta w mieście i 8,6% kobiet na wsi przynajmniej raz w życiu poddawała się zabiegowi przerywania ciąży.

Obraz, jaki się jawi na podstawie tych danych, jest ponury. Okazuje się, że zdobycze medycyny i techniki praktycznie do sze­rokich mas ludzi nie docierają, że wiele osób pod względem współ­życia jest na poziomie ludów pierwotnych czy, w najlepszym przy­padku, mieszkańców krajów trzeciego świata.

Dlaczego tak jest?

Pewną odpowiedź możemy znaleźć w listach czytelników. Bar­dzo często piszecie do nas o poradę, zastrzegając, by nie kierować Was do lekarza, bo i tak nie pójdziecie. Istnieje więc niewytłuma­czalne zjawisko wstydliwości, któremu być może winni są i leka­rze. Zdarzają się sytuacje, kiedy lekarz nie postępuje dość sub­telnie, nie okazuje zrozumienia, nie przejmuje się, jak tego ocze­kuje pacjent. W małym miasteczku wszyscy się mają, wydaje się więc, że idąc do lekarza, ujawniamy swe sprawy wobec wszy­stkich.

Jest to sytuacja bardzo zła, bo wielu spraw nie można załatwić drogą korespondencyjną. Tak samo jak stosowania bardziej skom­plikowanych metod antykoncepcji nie można nauczyć się z lektury. Trzeba pójść do poradni, zaopatrzyć się w środki, otrzymać odpo­wiednie instrukcje od lekarza.

Uważam, że obawę przed pójściem do poradni trzeba koniecznie przełamać, ale „wstydliwym” proponuję wybrać się do najbliższe­go większego miasta, najlepiej wojewódzkiego, i tam zasięgnąć po­rady. Szczególnie namawiam do wizyty u lekarza specjalisty w po­radni Towarzystwa Planowania Rodziny.

A teraz spróbujmy ocenić stosowane metody zapobiegania ciąży. Zdumiewa popularność tak zwanych stosunków przerywanych. Od dziesiątków lat wiadomo, że jest to metoda iluzoryczna: nie zapo­biega skutecznie ciąży i nie jest obojętna dla zdrowia, a ściślej dla systemu nerwowego. Już w pierwszej fazie stosunku (a nawet przed jego rozpoczęciem) przy silnym podnieceniu seksualnym z cewki moczowej wydobywa się często niewielka ilość śluzu, w którym mogą się znajdować plemniki. Aby nastąpiło zapłodnienie komórki jajowej, nie jest konieczny cały ejakulat, wystarczy jeden plemnik, reszta i tak ginie. W czasie stosowania tej metody partne­rzy przez cały czas myślą o tym, by stosunek trwał jak najdłużej, by jego przerwanie nastąpiło rzeczywiście w ostatniej chwili. Każ­demu zależy na tym, by przeżyć orgazm jak najpełniej. Jednocześ­nie istnieje świadomość, że trzeba się opanować i przerwać w odpo­wiedniej chwili. Tak więc zamiast przeżywania rozkoszy seksual­nej, oboje partnerzy koncentrują swą uwagę na analizie reakcji. Stosunkowi towarzyszy lęk, zwłaszcza u kobiety, która przede wszystkim ponosi konsekwencje nieopanowania mężczyzny, a sama przecież nie ma na to wpływu. Okazuje się, że wiele kobiet, które stosują tę metodę, popada w nerwicę, współżycie niejednokrotnie staje się dla nich koszmarem i najchętniej z niego rezygnują. Taka sytuacja prowadzić może do oziębłości płciowej.

Kalendarzyk małżeński (z licznymi modyfikacjami) polega na wstrzemięźliwości płciowej w okresie jajeczkowania. Niekiedy okres płodny wylicza się z założeń teoretycznych; innym razem sto­suje się metody bardziej obiektywne, jak np. metodę termiczną. Chodzi o to, aby możliwie ściśle ustalać, w jakich dniach cyklu miesięcznego występuje owulacja. Założenie teoretyczne tych me­tod jest słuszne; tylko wtedy, gdy w narządach rodnych jest ko­mórka jajowa, może dojść do zapłodnienia.

Metoda termiczna wykorzystuje znane zjawisko, że w okresie jajeczkowania podnosi się ciepłota ciała. Mierząc codziennie o tej samej godzinie przed porannym wstaniem z łóżka ciepłotę w poch­wie i notując wyniki pomiaru, kobieta może poznać regularność swego cyklu. Po przedstawieniu wykresu położnej czy lekarzowi może otrzymać zalecenia, które jednak będą aktualne tylko dla niej. I jeszcze jedno zasadnicze zastrzeżenie: wskazówki te będą aktualne tylko wtedy, kiedy cykle miesięczne są i pozostaną regu­larne. Zdaża się bowiem, że w pierwszym okresie życia płciowego u młodych kobiet często występują pod wpływem silnych emocji zaburzenia cyklu. I wtedy łatwo o pomyłkę.

Skuteczność „kalendarzyka” bywa często wątpliwa w odniesie­niu zwłaszcza do młodych kobiet w okresie inicjacji życia seksual­nego. W ich przypadku metoda ta jest wątpliwa.

Zestaw środków chemicznych i mechanicznych jest dość duży. Stosowanie ich bywa mniej łub bardziej uciążliwe i wymaga wi­zyty w poradni, gdzie dowiedzieć się można, jaki środek stosować, jak się nim posługiwać. Skuteczność tych środków zależy od prze­strzegania techniki, niedbałość może wszystko zniweczyć.

Środki mechaniczne są różne: prezerwatywy nie są chętnie uży­wane, bo jakoby zmieniają odczucia. Być może niektórzy szczegól­nie wrażliwi ludzie przeżywają tego typu emocje. Ale tak twierdzą i chłopcy, którzy nigdy ich nie próbowali. Może więc warto się przekonać, prezerwatywy mają wiele zalet.

Na zakończenie dość zaskakujące spostrzeżenie: młodzi męż­czyźni często wstydzą się kupować prezerwatywy. Ano cóż, złożona jest psychika młodych ludzi, na pozór brutalnych, pewnych siebie, przechwalających się swymi sukcesami, a tak naprawdę — dzie­cinnych, wstydliwych i, niestety, prymitywnych.