Z zagadnień etyki seksualnej

Przeżycia seksualne należą do jednych z najsilniejszych doznań ludzkich. Mogą być one źródłem wielkiej radości, szczęścia (nie bój­my się tego trochę poetyckiego określenia), ale mogą być także źródłem cierpienia, bólu i tragedii. W miłości można ludziom da­wać wiele, największe wartości, ale i poprzez seks można ludzi wyjątkowo sponiewierać, upodlić, poniżyć.

Aktywność seksualna prawie zawsze dotyczy przynajmniej dwu osób. Ma więc ona wymiar działania społecznego. Społeczeństwo może i musi chronić dobro człowieka, może i powinno zabezpieczać ludzi przed krzywdą. I czyni to poprzez normy prawne. Każde pań­stwo reguluje problemy aktywności seksualnej przepisami praw­nymi.

Żadne przepisy prawne jednak nie mogą regulować zbyt szcze­gółowo ludzkich zachowań. Ludzie w swym postępowaniu muszą kierować się również zasadami nadrzędnymi: etyką i moralnością. Zasady te, przyjęte przez ludzi jako swoje, jeżeli są przestrzegane w praktyce, stają się dopiero podstawą współżycia ludzkiego, praw­dziwą gwarancją dobra jednostki i społeczeństwa.

Każde społeczeństwo formułuje zasady etyki płciowej. Najczę­ściej są to reguły głoszone przez religie. W przepisach i wskaza­niach prawie wszystkich religii istnieją mniej lub bardziej ścisłe za­lecenia i nakazy. Przestrzeganie ich jest obowiązkiem wyznawców określonej wiary, bywa zresztą także strzeżone i kontrolowane. Odstępstwa od tych zasad bywają niekiedy karane.

W naszej kulturze przez wieki panowały zasady etyki oparte na zasadach głoszonych przez Kościół katolicki. Niestety, zasady te mają charakter bardzo restrykcyjny i opierają się na zdecydowa­nej niechęci do seksu. Oczywiście, na przestrzeni wieków wiele się zmieniło, ale czytając niektóre dzieła odnosi się wrażenie, że właś­ciwie najlepiej byłoby, gdyby ludzie w ogóle nie prowadzili życia seksualnego, a jeśli już koniecznie, to tylko w małżeństwie i tylko po to, by płodzić potomstwo. Inna rzecz, że nawet oficjalni przed­stawiciele tej doktryny w kontaktach indywidualnych wykazywali zawsze więcej zrozumienia i tolerancji dla ludzkich potrzeb i sła­bości.

Badania Kinseya, o których już wielokrotnie wspominałem, wniosły wiele ciekawych stwierdzeń. Między innymi okazało się, że w Stanach Zjednoczonych lat czterdziestych praktyczne prze­strzeganie zasad etyki religijnej było co najmniej wątpliwe. Podob­ne wyniki uzyskali autorzy badający życie seksualne młodzieży w latach siedemdziesiątych w Polsce: okazało się, że nawet ci, którzy deklarowali się jako wierzący i praktykujący, w zakresie zachowań seksualnych daleko odbiegali od wskazań wynikających z doktryny, więcej, nie uznawali tego za zło.

Jak więc widać, jest podstawa do przyjęcia poglądu, który intui­cyjnie zawsze był odczuwany, że w zakresie erotyki istnieją dwa niezależne jakby nurty zasad moralnych: jeden, oficjalny, restryk­cyjny, ograniczający i zakazujący (w praktyce nie przestrzegany) i drugi, nie głoszony oficjalnie, ale sygnalizowany w literaturze, a co ważniejsze — realizowany w praktyce. Jest on znacznie bar­dziej liberalny, przyzwalający. Tytko że rzadko formułowany i gło­szony w sposób jawny.

Ludzie, zwłaszcza młodzież, domagają się jasności, pytają nie­kiedy wprost naiwnie: co wolno, a czego nie, jak postępować i co sądzić o postępowaniu innych.

Zanim przejdę do przedstawienia poglądów filozofów laickich, chciałbym uczynić zastrzeżenie. Uważam, że jeżeli ktoś deklaruje swą przynależność do określonej grupy wyznaniowej, to obowiązu­ją go zasady tam głoszone. Jeżeli je narusza, to jest nieuczciwy. Albo je trzeba przestrzegać w praktyce, albo odrzucić i nie dekla­rować swej przynależności do głoszącej je religii.

Etycy świeccy długo wykazywali powściągliwość w wypowia­daniu się na temat etyki seksualnej. Ostatecznie jednak życie było silniejsze niż ich opory i jakby na zamówienie społeczne dokonali pewnych sformułowań. Oficjalnym dokumentem w tym zakresie jest opublikowane przez Zarząd Główny Towarzystwa Planowania Rodziny „Stanowisko w sprawie etycznych podstaw wychowania seksualnego”.

Laiccy filozofowie uważają f że życie seksualne ma spełniać do­niosłą rolę w życiu człowieka, może i powinno być dla niego źród­łem szczęścia, satysfakcji. Podkreśla się niekiedy, że dobrze ułożo­ne i akceptowane społecznie życie seksualne może być źródłem odczucia szczęścia nie mniejszym niż warunki ekonomiczne, praca zawodowa itp. Z tego, humanistycznego w swym założeniu kanonu, wynika wniosek: człowiek ma prawo do szczęścia, ma prawo pro­wadzić życie seksualne i korzystać z szansy, jaką mu ono stwarza.

Tak ogólny wyznacznik komplikuje jednak wiele zagadnień. Bo weźmy na przykład zagadnienie dewiacji seksualnych. Okazuje się, że jeżeli uprawiając na przykład fetyszyzm człowiek czerpie z tego satysfakcję, to takie zachowanie jest poza negatywną oceną moral­ną. Istnieje też jeszcze inny ważny wyznacznik. Etyczne i aprobo­wane jest takie zachowanie, które nie krzywdzi nikogo. Fetyszysta nikogo nie krzywdzi, jest więc moralny. Uznajemy, że może być moralne i akceptowane życie seksualne dwojga młodych, którzy świadomie tego chcą, a może być niemoralne współżycie w mał­żeństwie, jeżeli na przykład mąż zmusza żonę do jakiejś techniki współżycia, której ona nie akceptuje. Tak więc ograniczeniem do­wolności zachowania w drodze do osiągania szczęścia, satysfakcji jest stosunek do innych ludzi. Nikogo nie wolno krzywdzić.

Normatywy moralne oparte na tych zasadach są bardzo ogólnie sformułowane i bardzo liberalne. I to jest, moim zdaniem, słuszne. Ponieważ w Polsce najczęściej spotykamy się ze stanowiskiem ety­ków katolickich, spróbujmy wypunktować różnice w poglądach na najważniejsze sprawy.

Katolicy konsekwentnie głoszą pogląd, że współżycie ma służyć tylko i jedynie nadrzędnemu celowi, jakim jest prokreacja. Każde współżycie, które w założeniu wyklucza możliwość ciąży, jest więc uznawane za niezgodne z zasadami etyki katolickiej. Dlatego wy­klucza się możliwość uprawiania dewiacyjnych form (homoseksu­alizm jako niezgodny z celem biologicznym współżycia jest niemo­ralny), ale także i antykoncepcję, która jest przez Kościół niedoz­wolona.

Laicy twierdzą, że człowiek ma prawo realizować swój popęd wykluczając prokreację, a o wartości związku (z punktu widzenia moralnego) nie decyduje to, czy w wyniku jego ma być i będzie potomstwo, ale to, czy jest to związek, w którym szanuje się dobro partnera jako najwyższą wartość.

Dlatego może być moralne współżycie homoseksualistów (jeżeli jest to świadomy i dobrowolny związek), a niemoralne pożycie w małżeństwie, gdzie na przykład częste porody niszczą zdrowie kobiety, a liczne potomstwo pozostaje bez należytej opieki.

Antykoncepcja to dla kobiety szansa dowolnego i świadomego decydowania o najważniejszym — o życiu potomstwa. Antykon­cepcja jest sama w sobie obojętna moralnie, natomiast może stać się podstawą wyższej formy współżycia, wolnej od lęku, stwarza­jącej szansę koncentracji uwagi kobiety na doznaniach erotycz­nych, a przeto zwiększającej możliwość pełnego przeżywania.

Etycy katoliccy uznają jako jedynie dopuszczalną formę współ­życia seksualnego stosunki seksualne w małżeństwie (rozumiejąc to dość formalnie jako związek usankcjonowany przez Kościół). Oczywiście Kościół ma prawo wymagać tego od swych wyznawców, a laiccy seksuolodzy uznają dopuszczalność związków wolnych, nie sankcjonowanych urzędowo. Ich wartość moralna nie zależy od formalności. Stąd nie odrzucamy jako niemoralnego przedmałżeń­skiego życia seksualnego, widząc w tym niebezpieczeństwa, ala także i zalety.

Katolicy odrzucają rozwód jako niemoralne rozwiązanie kon­fliktu. My sądzimy, że rozwód jest zawsze rzeczą przykrą, czasami tragiczną, ale niekiedy jest jeszcze gorzej, jeżeli nie pozwoli się na zerwanie niefortunnego związku ludzi, którzy albo się pomylili, albo wprost znienawidzili. Chcemy robić wszystko, co można, by rozwodów było jak najmniej, ale sam fakt rozwodu stawiamy poza oceną moralną. Można moralnie się rozwieść i niemoralnie żyć w małżeństwie.

Świeckie zasady etyki seksualnej cechuje wielka tolerancja. Ta tolerancja dotyczy poglądów, a także praktyk zgodnych z zasada­mi Kościoła. Nie dziwią nas, nie oburzają zasady głoszone przez Kościół. Wiadomo, że nie są one zbyt często przez ludzi respekto­wane, lecz jest to osobista sprawa sumienia każdego człowieka. Nie propagujemy restrykcyjnych zasad etyki katolickiej, ale jeżeli napotkamy człowieka, który świadomie je realizuje nakładając na siebie niekiedy trudne hamulce, budzi on nasz szacunek i podziw. Jednak tych, którym się to nie udaje lub którzy nie chcą ograni­czać się do ram dopuszczalnych przez Kościół, nie potępiamy i nie oceniamy jako niemoralnych.